Cmentarna złodziejka

Zebrał: Michał Chomiuk

Główną przypadłością Zośki było jej zamiłowanie do kwiatów. Nie było by w tym przecie nic złego, gdyby Zośka zrywała polne maki, hodowała róże lub piwonie, albo georginie i upajała się ich wdziękiem. Niestety, Zośka kochała kraść kwiaty, i to w dodatku kwiaty cmentarne, kwiaty z grobów.

Zawsze listopadową porą, gdy ludzie na zaduszki ustrajali groby swych bliskich w najpiękniejsze przystrójki i wieńce, Zośka wyruszała na łowy. Niepostrzeżenie przemykała się wśród grobowców i porywała co piękniejsze wieńce i wiązanki.

I trwało to tak latami. Bardziej to był już nałóg, aniżeli co innego. Tak jej to weszło w krew. I pewnie byłaby Zośka do dnia dzisiejszego uprawiała ten proceder, gdyby nie zły duch, który wcześniej, czy później zaczyna prześladować osoby jej pokroju.

Coraz częściej Zośkę coś dręczyło, coraz częściej miała koszmary, podczas których budziła się zlana potem, wystraszona okrutnie. Bywało tak, że zły duch wprost do niej przemawiał, szydząc z niej i drwiąc. Gdy kobieta wyprała bieliznę i rozwiesiła ją na sznurach na strychu, zły duch przemówił do niej w te słowa: "Widzisz Zosiu jaka śliczna bielizna? Jak ładnie ona wygląda, gdy tak wisi? Powieś się i ty Zosiu, a wtedy też będziesz taka piękna." I tak ją kusił.

Kobieta zaczęła się głośno modlić, uciekła ze strychu na dół. Gdy była na dole, zobaczyła, że na stół wpakowała się jej jakaś ohyda. Coś małego, galaretowatego, przypominającego żółwia leżało na blacie. Gdy Zośka się temu stworzeniu zaczęła przypatrywać, żółwik począł rosnąć w okamgnieniu, aż urósł do monstrualnych rozmiarów. Już prawie cały stół był zajęty przez tego stwora, a on rosnąć nie przestawał. Zośka chwyciła święconą wodę i palmę stojącą na szafce i dokładnie skropiła tym demona. Galareta zaskwierczała, zagotowała się jakby i znikła.

W tym samym czasie za oknem zerwała się straszliwa wichura, jakiej nikt wcześniej w tych stronach nie oglądał. Drzewa łamały się od wiatru, a gałęzie jak oszalałe wirowały w powietrzu. Bo to właśnie zły duch wypędzony dawał o sobie znać.

Opowieści zebrane w terenie, w okolicach Michowa, powiat lubartowski, przekaz ustny. Wydane w książce "Dziwy spod strzechy i wierzbowej dziupli".