Ekowioski a nadchodzący kryzys energetyczny

Jonathan Dawson (tłum. Ania Jurys)

Prawda o wiszącym w powietrzu kryzysie energetycznym jest taka, że w gruncie rzeczy nie chodzi tu o ropę. Gdyby to było takie proste, można by jeszcze mieć nadzieję, że ktoś wynajdzie magiczny eliksir, który stanie się alternatywnym paliwem.

Osiągnięcie szczytu wydobycia ropy naftowej (tzw. Peak Oil) to zaledwie wierzchołek olbrzymiej góry lodowej, której podstawą jest rzeczywisty problem: liczebność i sposób funkcjonowania światowego społeczeństwa ludzkiego, które rozwinęło się dzięki łatwemu dostępowi do ropy.

lasNigdy w życiu nie widziałem tyle rozjechanych wiewiórek, co jesienią 2004 w Massachusetts. Zbiory żołędzi, rekordowe w 2003 roku, w 2004 powróciły do przeciętnego poziomu. Jednak w związku z dużą ilością pożywienia, wzrost płodności wiewiórczej był tak gwałtowny, że z nadejściem jesieni liczba wiewiórek znacznie przekraczała dotychczasowe normy dla tej populacji. Zwierzęta te podejmowały więc ryzykowne działania, na które zwykle by się nie zdecydowały, wiedząc, że bez dodatkowych zapasów nie przetrwają zimy. Oto jak działa ekologia. To się nazywa sztuka przetrwania. Tak się dzieje ze wszystkimi gatunkami, nawet z ludźmi.

Ropa daje zaskakująco dużo energii. Nieporównywalnie do żadnego innego surowca. Samochód przeciętnych rozmiarów potrafi na galonie ropy (3,7l) przejechać ok. 35 mil. Wyobraźcie sobie, ile osób i ile czasu było by potrzeba, gdyby pchać ten samochód na podobnym dystansie! I pomyśleć, że 150 lat temu 85% energii zużywanej w USA stanowiła energia napędzana siłą mięśni: mięśni zwierząt i ludzi! Ponieważ zmierzamy ku wyczerpaniu zapasów ropy, będziemy zmuszeni radzić sobie tak, jak radzono sobie dawniej.

Mam w mojej bibliotece książkę, w której znajdują się wykresy przedstawiające trendy w populacjach ludzkich dla każdego kraju na świecie, odkąd prowadzono tam ewidencję ludności. W niemal każdym przypadku, krzywa gwałtownie odchyla się w górę od połowy XIX wieku. Pierwsze odwierty ropy miały miejsce w Filadelfii w latach 50tych XIX wieku. Wykres dla Wielkiej Brytanii jest szczególnie interesujący, ponieważ obejmuje on okres od czasów Domesday Book [dosłownie „Księga Dnia Sądu Ostatecznego”; rodzaj katastru gruntowego sporządzonego na żądanie Wilhelma Zdobywcy w podbitej przez niego Anglii], napisanego prawie 1000 lat temu. Przed 1750 rokiem populacja nigdy nie przekroczyła pięciu milionów (a w dwóch przypadkach, kiedy osiągnęła 5 mln, niemal natychmiast potem spadła gwałtownie z powodu epidemii i braku żywności). Dziś Wielka Brytania ma 50 mln mieszkańców.

słup energetycznyPierwszą pracą domową, jaką zadaję moim studentom, jest wypracowanie na temat “Opisz możliwe sposoby zużycia energii”. Kolejne jest o tym, “jaka będzie ludzka populacja w 2100 roku i dlaczego?”. Przedstawianie takiej wizji przyszłości jako szansy na promowanie ekowiosek jest stanowczo zbyt dużym uproszczeniem.

Oczywiście, rozumiem ten punkt widzenia. Społeczeństwo będzie zmuszone zwolnić tempo. Znikną olbrzymie nadwyżki, od których dziś zależą władza i bogactwo. Życie będzie musiało się stać prostsze i mniej scentralizowane, a żeby przetrwać, ludzie będą musieli stać się bardziej świadomi specyfiki swoich bioregionów.

Takie zmiany są bliskie wizji zwolenników ekowiosek. Powyższy opis bardzo przypomina taką wizję świata, do jakiego dążą. Ponadto ekowioski przodują w zastosowaniu badań, eksperymentów i szkoleń, jakie będą potrzebne w okresie przejściowym, dotyczących np: przechowywania ekologicznego ziarna, rozwoju charakterystycznych dla danego regionu technologii uprawy roślin, budowy mieszkań energooszczędnych, wytwarzania energii itd.

Jednak, co być może najważniejsze, są współczesnymi pionierami w tworzeniu kultury opartej na obfitości prostoty.

Naiwni

Jednak pozory mylą i to, co może się wydawać szansą, po bliższym zbadaniu może się okazać bardziej złożone. Pozwolę sobie wymienić dwie teorie, w które bezgranicznie wierzą zwolennicy zrównoważonego rolnictwa i ekowiosek, a które osobiście uważam za naiwne.

Według pierwszej z tych teorii kryzys energetyczny będzie na tyle silny, że spowoduje dezintegrację światowego kapitalizmu, ale nie dość poważny, żeby spowodować głębokie i powszechne cierpienie populacji światowej.

A co z wielce prawdopodobną, autorytarną reakcją państw i rządów, które mogłoby użyć okoliczności kryzysowej do umocnienia swojej władzy? W tym kontekście twierdzenie, że Peak Oil i socjoekonomiczne konsekwencje, które on powoduje, powinny być powitane z otwartymi ramionami, wydaje się raczej upraszczające.

Druga teoria zakłada, że z uwagi na naturę pracy, w którą się angażują, mieszkańcy ekowiosek będą swego rodzaju "misjonarzami" nadchodzącej ery. Czyli, w pewnym sensie, Nowe Jeruzalem "zstąpi" na ich podwórko. A takie podejście jest, według mnie, niebezpieczne i szalone zarazem. Istnieją ogromne zagrożenia w świecie, który nastanie po kryzysie energetycznym (post-Peak Oil), i żeby ekowioski mogły przetrwać, nie mówiąc już o rozwijaniu się, najprawdopodobniej będą musiały przejść radykalne zmiany.

Zastanówmy się, jak będzie przebiegał proces przejścia do stanu równowagi. Richard Heinberg dostarcza mocnych argumentów na potwierdzenie tego, co podpowiada zdrowy rozsądek i intuicja, a mianowicie, że jest nieprawdopodobnym, by stan równowagi został osiągnięty w drodze świadomie wybranej i zaplanowanej strategii redukcji zużycia energii.

Dużo bardziej prawdopodobnym jest scenariusz, zgodnie z którym światowe zapasy będą się kurczyć, a za nimi podąży brak żywności. To, co nastąpi, nie wróży świetlanej przyszłości.

Głód, jak podpowiada mi 20-letnie doświadczenie pracy w Afryce, jest strasznym i upokarzającym zjawiskiem. Nie jest dobrym partnerem do zdroworozsądkowej i przemyślanej dyskusji. Nie zważa na ideologiczną czy estetyczną czystość promowaną przez ekowioski.

chrząszczTylko jedna jedyna rzecz może pomóc ocalić ekowioski przed wielką falą głodu. Muszą na tyle mocno związać się z lokalnymi organizacjami trzeciego sektora, żeby znalazły sojuszników nawet wśród bardziej konwencjonalnych społeczności. Będzie to możliwe tylko wtedy, kiedy badania, rozwój oraz szkoleniowa działalność ekowiosek skupią się wyraźnie na potrzebach otaczających ich społeczności post-Peak Oil.

Jednak stanowczo zbyt często stosunki pomiędzy ekowioskami a otaczającymi je społecznościami są napięte. Ekowioski, szczególnie te, które zależne są od dochodu z działalności edukacyjnej, często przedkładają relacje z klientami i sojusznikami ideologicznymi w odległych miastach i państwach nad te z bezpośrednimi sąsiadami. W ten sposób rodzi się pewien rodzaj urazy, która z pewnością nie będzie pomocna w świecie post-Peak Oil.

Ponadto, znakomita większość osad, które nazywają się ekowioskami, jest zwyczajnie zbyt mała, żeby można ją nazwać "ośrodkiem badań, eksperymentów i szkoleń" właściwych potrzebom nadchodzącej epoki. Istnieją niewielkie szanse, że poprzez samowystarczalność w kwestii wyżywienia i dzięki jednemu czy dwu urządzeniom generującym energię, te małe grupy ludzi o dobrych intencjach zostaną uznane za wystarczająco ważne dla pomyślności otaczających ich społeczności, aby te chciały je zachować.

Reorientacja na bioregion

Tutaj, w Findhorn Foundation wszystkie nasze reklamy działalności edukacyjnej są wymierzone w Wielką Brytanię. Po tym jak przez kilka lat prowadziliśmy kursy dla studentów amerykańskich, rozpoczęliśmy dialog ze szkockimi uniwersytetami, aby rozwijać sieć współpracy.

Sprzedawane przez nas koszyki zdrowej żywności docierają do wielu klientów niezwiązanych z ekowioskami. Nasza sala teatralna przyciąga tłumy na koncerty, przedstawienia czy też pokazy filmów. Ten trend staje się coraz bardziej popularny wśród społeczności ekowiosek.

dziurawiec Niemiecka ekowioska ZEGG zebrała kilka nagród w 2005 roku (włącznie z European Ecovillage Excellence Award - nagrodą dla najlepszej ekowioski w Europie) za zaangażowanie we wprowadzenie do swojego bioregionu opracowanych przez siebie innowacji.

Społeczność Auroville w Indiach jest jeszcze bardziej aktywna w swoich działaniach na rzecz odbudowy środowiska naturalnego oraz kampanii na rzecz sprawiedliwości społecznej wspierając miejscowych mieszkańców.

Ekowioska w Ithaca jest mocno związana z miejscową infrastrukturą edukacyjną i odgrywa ważną rolę w realizacji programu, który ma na celu uczynienie gminy Tompkins w stanie New York najmniej naruszoną przez ludzką działalność w USA.

Jeśli zmierzamy w dobrym kierunku, droga jest długa, a czasu niewiele. Ekowioski zbyt często zmuszone są wybierać pomiędzy pracą dla swoich "klientów" (często żyjących daleko, lecz płacących za edukację w ekowioskach) i koniecznością służenia pomocą własnemu bioregionowi. Celem podróży, która nas czeka, jest rozwiązanie i pokonanie tego konfliktu tak, aby pozostać niezależnym finansowo, a jednocześnie trwale zintegrowanym z lokalną społecznością.

Jonathan Dawson jest sekretarzem wykonawczym GEN-Europe (Global Ecovillage Network- światowa sieć ekowiosek). Ostatnie 15 lat spędził pracując jako konsultant, project manager, autor i trener w zakresie promocji właściwej technologii i małych przedsiębiorstw w Afryce. Jonathan, który żyje dziś w Findhorn, odkrywa jak ekowioski na północy kuli ziemskiej mogłyby rozwinąć właściwe technologie dla lokalnej gospodarki, aby móc stąpać po ziemi lżej, ale też bardziej kreatywnie.

Tekst oryginalny: "Are Ecovillages a solution to the coming energy famine?" (367 kB)