Ideologia jedzenia – czy ma sens?

Hanna Świątkowska

Słowo "dieta", jakże często ostatnimi laty używane – a nawet nadużywane – pochodzi ze starogreckiego. "Diaita" - δίαιτα – to "styl życia". Współczesne rozumienie go jako wyboru konkretnych produktów spożywczych w dużym stopniu oddaje owo starożytne znaczenie – wszak od tego co i jak jemy zależy w ogromnym stopniu nasza codzienność... Albo odwrotnie!

W zasadzie dietą można nazwać każdy model żywienia, jaki stosujemy - niezależnie od tego, czy jest ukierunkowany zdrowotnie, profilaktycznie, zgodnie z wiarą lub przekonaniami czy też po prostu przystosowany do codziennego życia. Każdy rodzaj kuchni - śródziemnomorska, francuska, wschodnia, żydowska, rodzima lub jakakolwiek inna - jest rodzajem diety. Tym samym słowem określa się specyficzny dobór pokarmów dla osób z problemami zdrowotnymi - inną dietę zastosuje diabetyk, inną wrzodowiec, jeszcze inną ktoś z problemami krążenia. Jak widać, jest to słowo bardzo pojemne! Nie sposób omówić wszystkich aspektów wszystkich diet - i nie to jest moim zamiarem...

tradycyjna szynkaRóżnorodne diety ostatnimi czasy są bardzo modne. Pomijam tu akurat te zdrowotne, konieczne ludziom o zaburzonych funkcjach organizmu - bo to zupełnie inne zagadnienie. Natomiast stale czyta się, słyszy, a często i dyskutuje o dietach - oczyszczających, odchudzających, wzmacniających, zgodnych z grupami krwi, bezglutenowych, proteinowych... Tłustych, chudych, roślinnych i zwierzęcych. Słowem - wszelkich możliwych! Co czas jakiś - na ogół dość krótki - pojawiają się "nowe" rewelacyjne diety. Łatwość poznawania owych nowinek gwarantuje powszechny dostęp do wszelkiej maści mediów. Każda kolejna opisywana jako "jedynie słuszna", każda także poparta rzecz jasna relacjami osób zachwyconych i pełnych entuzjazmu. W czym nie ma nic dziwnego - zawsze znajdzie się mniejsza lub większa grupa osób, którym akurat taki, a nie inny sposób żywienia sprawdzi się jako prawidłowy. Zawsze jednak pozostaje przynajmniej drugie tyle tych, którzy danej diety nie zaakceptują - z różnych powodów...
Bo prawda jest taka, że nie ma diet uniwersalnych! Żadnej nie powinno się stosować niewolniczo lub wręcz na siłę - tylko dlatego, że otoczenie tego od nas oczekuje, że "tak wypada" albo coś stało się modne!
Na dobrą sprawę najlepiej i najrozsądniej byłoby, gdybyśmy umieli - każdy z nas osobno - dopasować sobie sposób żywienia wedle własnych, nieodmiennie indywidualnych potrzeb. Niestety, nie jest to takie proste - w dzieciństwie jesteśmy zdominowani przez dorosłych i ich przekonania, później zaś, zanim staniemy się na tyle świadomi, by reagować na potrzeby organizmu instynktownie, nasze nawyki żywieniowe zostają ukształtowane. Przez kulturę, w jakiej wyrastamy, wskazania religijne, preferencje rodziców, dostępność surowców i mnóstwo innych czynników. A zmienić je często niełatwo... Zresztą, zwykle o tym nie myślimy. Jemy, co nam smakuje - nawet jeżeli tylko z nawyku. Jeżeli dodamy do tego powszechną niestety wątpliwą jakość współczesnych składników spożywczych, sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie.

bóbOd jakiegoś (dość długiego już) czasu, to, czym się żywimy, jest w wielu środowiskach narzucane także przez modę! Oraz, coraz częściej, przekonania ideowe, nie zawsze racjonalne i zapewniające optymalne pokrycie potrzeb organizmu...
Takim sztandarowym przykładem jest dieta wegetariańska, a także wegańska i witariańska. Same w sobie, o ile są wynikiem świadomego wyboru ludzi dorosłych, nie stanowią w zasadzie problemu. Każdemu wolno jeść to co lubi i tak jak lubi... Ale owym ideom towarzyszą często bardzo silne emocje. Skierowane "przeciwko" tym, którzy nie mają ochoty wyeliminować ze swego jadłospisu pokarmów pochodzenia zwierzęcego, są mocno negatywne, co z pewnością przeczy samej idei szanowania życia...Także własnego w tym przypadku! Stres towarzyszący takim emocjom doprawdy nie wpływa dobrze na zdrowie zainteresowanych! Zaś ideologia wynikająca z zakazu zabijania mnie samej wydaje się być mocno naciągana!
Jestem zielarką. Na co dzień mam do czynienia z roślinami, posługując się nimi także w celach spożywczych. Jak niemal wszyscy zresztą - bardzo mało jest sposobów żywienia pomijających całkowicie surowce roślinne! Tyle tylko, że udział i jakość roślin w kuchni zielarskiej różni się dość wyraźnie od ogólnych standardów... Ale jestem także biologiem - i przynajmniej w jakimś zakresie, terapeutą. Mam zatem, szczególnie przy okazji terapii właśnie, okazję do poznawania różnorodnych i różnego pochodzenia zaburzeń organizmów ludzi. Spowodowanych także niezbyt rozsądnym żywieniem... Ale nie o tym tym razem.
Otóż spotykam się wielokrotnie z pytaniem dlaczego, albo wręcz - jak mogę, wykonując akurat taki zawód, nie być wegetarianką? Odpowiedź jest dość prosta, chociaż składa się z kilku elementów.

Pierwszy z nich odnosi się właśnie do zakazu zabijania. Otóż zakaz ten w ujęciu wegetarian obejmuje zwierzęta... A przecie nie tylko one są na tej planecie organizmami żywymi! Rośliny także żyją, odżywiają się, rozmnażają - są nie mniej ważnym elementem składowym Natury niż jakikolwiek inny! Właśnie jako zielarka mam okazję dostrzegać i doceniać ich niewyczerpany potencjał! Zatem z punktu widzenia moralnego, ów zakaz jest mocno wybiórczy, skoro obejmuje jedynie organizmy nam podobne - i tymże podobieństwem warunkuje, co wolno, a czego nie wolno pozbawiać życia! Rzecz wygląda być może nieco inaczej, jeżeli weźmie się pod uwagę współczesne metody hodowli - faktycznie mało humanitarne. Ale rośliny także uprawia się masowo - i dla nich również takie rozwiązania nie są idealne ani korzystne! O tym prostym fakcie nawołujący do szanowania życia zdają się w ogóle nie pamiętać...

swojski chlebDrugim ważnym elementem odpowiedzi jest prosty fakt, iż jestem człowiekiem. Zatem z biologicznego punktu widzenia - organizmem wszystkożernym... Podejmowane od lat próby udowadniania, że rasa ludzka jest z natury roślinożerna, są zwyczajnie chybione. Być może jakieś pojedyncze grupy naszych przodków zachowywały dietę wege, ale z pewnością nie dotyczy to całej rasy jako takiej! Wystarczy wspomnieć aminokwasy egzogenne (czyli te, których organizm człowieka nie syntetyzuje samodzielnie) albo witaminy z grupy B. I jedne i drugie muszą być dostarczane z pożywieniem, zaś ich dostęp w diecie roślinnej jest mocno ograniczony - lub żaden. Zresztą wegetarianie dobrze wiedzą, że powinni dietę roślinną wspierać suplementacją, co jest ewidentnym zaprzeczeniem jej "naturalności" dla człowieka. Warto też poznać nieco dokładniej obyczaje nie tylko przodków lub pierwszych przedstawicieli Homo sapiens, co nie jest łatwe, zważywszy odległość w czasie. Ale wśród żyjących do dziś tak zwanych "ludów prymitywnych" nie znajdziemy takich, którzy nie polują. Nie tylko w klimacie zimnym - np. podbiegunowym - ale także tam, gdzie tłuszcz lub skóry zwierzęce nie stanowią warunku przetrwania. Jak chociażby Afryka lub Południowa Ameryka... Zwierzęta - różne zwierzęta, bo uznawane w naszej kulturze za niejadalne larwy, mrówki lub pajęczaki, jaszczurki lub węże to także zwierzęta... Otóż zwierzęta stanowią zawsze jakiś procent pożywienia wśród do dziś żyjących grup uznawanych za prymitywne. Człowiek, podobnie jak jego przodkowie, jest wszystkożerny - i taka powinna być nasza optymalna dieta! Co wcale nie znaczy, że mięso lub jego pochodne mają stanowić podstawę pożywienia - na ogół na współczesnych stołach jest go zbyt wiele. Ale to już kwestia indywidualnego wyboru i rozsądku.

Jeszcze jednym, niesłychanie istotnym dla mnie elementem jest wieloletnia obserwacja Natury w jej najbardziej codziennych przejawach. Czy nam się to podoba czy nie - wszystko w wielkim cyklu życia jest śmiertelne. I każda śmierć czemuś lub komuś służy - podobnie jak narodziny... Zwierzęta roślinożerne pozbawiają życia rośliny lub ich części, ich ciała z kolei stanowią pokarm drapieżników. One same padają łupem pobratymców (niekoniecznie tego samego gatunku) lub giną z innych przyczyn - rzadko ze starości. Wszystko zaś, co pozostaje nie zjedzone, nie przetrawione lub obumarłe - dzięki kolejnym konsumentom, mikroorganizmom (tak roślinnym jak i zwierzęcym) po jakimś czasie staje się częściami składowymi gleby. Dzięki której mogą wyrastać kolejne rośliny....
płatki chabru bławatkaPrzedstawiony tu w mocno uproszczony sposób łańcuch pokarmowy jest, jak sądzę, znany większości z nas. Przypominam go głównie po to, by uzmysłowić czytelnikom prostą prawdę - śmierć jest konsekwencją życia. Nie jest złem sama w sobie... Zaś w Naturze żadna śmierć nie jest marnotrawiona ani niepotrzebna! Każdy koniec jest początkiem, albo przynajmniej - zapowiedzą początku... Mało tego - śmierć jednych organizmów jest warunkiem przetrwania innych! Jeżeli traktujemy siebie - ludzi - jako element Natury, powinniśmy tę prawdę akceptować. Także jako element naszego sposobu odżywiania. Zresztą w taki czy inny sposób akceptujemy ją jednak - po prostu się odżywiając! Wszystko jedno wedle jakiej diety...
Zaś w nawiązaniu do tytułu niniejszego artykułu - zupełnym nieporozumieniem jest kierowanie się w wyborze sposobu odżywiania - ideologią. Jakąkolwiek! Idee są z natury rzeczy przypisane ludzkiemu umysłowi, stanowią jego wytwór. Jako takie, poprzez presje głębokiej podświadomości, mają zazwyczaj ogromny, chociaż często nieuświadomiony wpływ na naszą kondycję. Tak psychiczną, jak i fizyczną. Odnosi się to do wszelkich zakazów religijnych, kulturowych, moralnych - bez wyjątku! Tak traktowany problem diety jest zawsze "wydumany", daleki od potrzeb instynktownych i biologicznych. Na dłuższą metę zatem nie służy naszym organizmom jedzenie lub niejedzenie czegoś wyłącznie na podstawie przekonań... Oczywiście bardzo wiele można sobie wmówić - prosta autosugestia jest w stanie diametralnie zmienić życie jednostki. Co nie zmienia faktu, że w kwestiach żywieniowych często biologiczne, "behawioralne" braki pozostaną. I z czasem będą się kumulować, chociaż zbyt prędko tego nie zauważymy.

świeże pączkiToteż nade wszystko - zachowajmy umiar. Jeżeli ktoś chce, czuje taką potrzebę i przekonanie - każda dieta będzie mu odpowiadać! To oczywiste. Znam równie wielu zwolenników wysoko tłuszczowej diety dr. Kwaśniewskiego, diety proteinowej, jak i wegetariańskiej lub witariańskiej. I wszyscy oni są przekonani, że akurat ich "sposób na życie" jest tym idealnym!
Ale pamiętać warto, że nasz organizm ma swoje potrzeby, których ideami nie zmienimy! Aurea mediocritas - Złoty Środek. Sposób na życie, którego jakość polega na mądrych wyborach, zachowaniu równowagi i harmonii. We wszystkim.