Każdy z nas mieści w sobie cały wszechświat

Maciej Mackiewicz

Poruszające zdarzenia przyniosła wizyta grupy poznańskich studentów w Galerii Wiejskiej w Przełomce.

Po zwiedzeniu małego muzeum starego gospodarstwa wiejskiego i wystawki fotograficznej „Okno na świat”, po obejrzeniu „ruskiej bani” i domku ze słomy i gliny, który – jak napisała Polityka jest najczęściej opisywanym domem w Polsce – studenci zebrali się w głównej sali, zwanej Galerią Spotkań.

Halinka – dyrektorka tej domowej galerii – zaczęła opowiadania o tym jak tu żyjemy, na tej Suwalszczyźnie, kto do nas przychodzi, co nam opowiada, i jakie legendy nas i naszych gości tu ciekawią, i jak dzieci rysują tu kartki przyjaźni, które wymienia się potem z innymi dziećmi z Polski i ze Świata, i jak niektórzy nasi sąsiedzi, z tej malutkiej wioseczki z nad jeziora Hańcza, pytają o gości : „ a skąd joni so i co joni se myślo?”

I jak my opowiadamy naszym gościom ze świata o tym jak tu ludzie dawniej i teraz żyli i żyją, a naszym sąsiadom opowiadamy o ludziach przybywających z zewnątrz.

Atmosfera była swobodna, jedne dorosłe dzieci już rysowały kartki przyjaźni, inni oglądali prace plastyczne Halinki, albo moje fotografie tutejszej przyrody i wydarzeń w galerii, jeszcze inni czytali dokumentację prasową, gdy nagle…  jeden z chłopaków powiedział: „ to niesamowite…  jeszcze nigdy nie byłem w takim miejscu…”.

motyl na kwiatkuPoruszyło mnie to spontaniczne wyznanie – tym bardziej, że odbierałem żywe zaciekawienie wielu młodych gości tym, co tu widzą i słyszą.

Kilku dziewczynom, które stały koło mnie zacząłem opowiadać o budowaniu chatki ze słomy i gliny zwanej Domem Ziemi. Powiedziałem o turystach spontanicznie uczestniczących w lepieniu chatki i o warsztatach na temat takiej budowy prowadzonych przez Paulinkę, naszą architektkę, i o tym jak Paulinka przywiozła z Londynu Florę – prawdziwą lady, która brała się za najcięższą robotę, bo mówiła, że jest przeuczona z tym swoim doktoratem, i jak potem przywiozła – prosto z Oxfordu – Patience, która była wnuczką królowej Zambii.

Ta afrykańska dziewczyna wyspecjalizowała się u nas w uszczelnianiu gliną okien i drzwi, które właśnie zostały wstawione do glinianego domku. A jak się znudziła tym uszczelnianiem, siadała z laptopem w galerii i pisała jakąś zaległa pracę do Oxfordu, bo ją sumienie gryzło, że czegoś tam nie zaliczyła.

Nasze studentki słuchały tych opowieści z niejakim zdumieniem… A jeszcze bardziej się zdumiały, gdy opowiedziałem, jak pewnego dnia Halinka nauczyła Patience znanej piosenki „ kamień na kamieniu, na kamieniu kamień, a na tym kamieniu jeszcze jeden kamień…” i jak śpiewając wędrowały sobie wesoło od naszej chaty do pobliskiej sterty kamieni i z powrotem.

Pewnego dnia zapytaliśmy tą wesołą dziewczynę, co chciałaby robić w przyszłości, jak po studiach wróci do Zambii?
- Najbardziej to chciałabym mieszkać w takiej chatce na pagórku i siadywać przed nią na ławeczce i czytać książki … - odpowiedziała. A po chwili dodała – albo zostanę prezydentem mojego kraju, bo jest tam dużo biednych dzieci, którym trzeba pomóc…!

Bardzo przejęły się tym wyznaniem moje słuchaczki. To rzeczywiście jest dylemat każdego myślącego człowieka, powiedziała jedna z nich: czy izolować się od zgiełku świata i pogoni za wszystkim, skupiając się na swym wnętrzu, czy rzucić się w aktywne działanie w tym świecie, starając się zrobić coś dobrego dla innych ludzi…?

gąsienica motylaNie rozwiązaliśmy tego dylematu, bo wątków tej intensywnej wizyty studentów z Poznania w Galerii Wiejskiej było naprawdę wiele… Wzruszyłam się... - powiedziała moja rozmówczyni, jestem zdumiona , zaskoczona, i odwróciła się ukrywając łezkę w oku…

I ja byłem poruszony i wzruszony, bo choć często przychodzą do nas osoby wrażliwe i myślące, szczerze zainteresowane życiem, myślami i uczuciami innych, z którymi nieraz udaje się stworzyć jakąś - choćby chwilową - wspólnotę, wspólnotę tego właśnie SPOTKANIA, to okrzyk chłopaka zdumionego miejscem, jakiego nigdy nie widział i wzruszenie dziewczyny, gdy uchwyciła odwieczny dylemat w wyznaniu jej rówieśnicy afrykańskiej stały się przejawem niezwykłego dynamizmu tej wizyty w Galerii…

I myślałem sobie potem, że jesteśmy wspólnotą, choć o tym możemy nie wiedzieć, niezależnie od tego skąd przychodzimy i gdzie mieszkamy, i kim jesteśmy albo będziemy…
http://galwiej.fm.interia.pl