Korzeniem malowane

Gosia Kowalska

W poprzednich wiekach środków kosmetycznych dostarczał przede wszystkim bogaty świat roślinny. Węgiel drzewny służył doskonale do czernienia brwi. Do farbowania brwi i rzęs używano także soku z bzu czarnego. Wiele ziół z rodziny szorstkolistnych, ze względu na zawarty w korzeniu ciemnopurpurowy barwnik służyło jako szminki.

W tym celu stosowano głównie farbownik lekarski, nawrot pospolity i żmijowiec zwyczajny. J. Gerald-Wyżycki w swoim Zielniku ekonomiczno-technicznym z 1845r. pisze o nawrocie: " osoby życzące blade swe lica okrasić sztucznym rumieńcem znajdą róż nieszkodliwy na świeżych korzonkach tej rośliny, których zwierzchnia skórka pięknie farbuje na czerwono". Ślady takiego zastosowania znajdujemy w pospolitych nazwach niemieckich nawrotu polnego: Bauernschmincke - chłopska szminka, Schminzkurz - korzeń do szminkowania. Kobiety z Rusi lizały suszone korzenie nawrotu pospolitego ( zw. babskim różem) i nacierały nim policzki, aby uzyskać piękne, zdrowe rumieńce. Podobnie postępowano z farbownikiem lekarskim: " dość jest korzeń śliną zmaczać i natrzeć nim lice", jak donosi Wyżycki.

Z korzenia żmijowca pospolitego zdzierano skórkę zawierającą czerwoną barwę, suszono ją, a następnie zalewano wodą, dodając do niej nieco ałunu - w ten sposób tworzyła się szminka.

Szeroko stosowane były również te rośliny, które poprzez działanie drażniące lub pobudzające na skórę, wywołują zaczerwienienie. Najostrzej działa wawrzynek wilczełyko - stosowały go przede wszystkim Słowaczki: wywarem z gałązek tej trującej rośliny myły twarz, aby pozyskać piękne czerwone policzki. Na Uralu sokiem z jagód tej rośliny myły się tylko szczupłe na twarzy kobiety, by dzięki spowodowanej przez ten zabieg opuchliźnie wywołać efekt pełnej, okrągłej twarzy. Przypłacały to jednak sporym bólem - skóra często po prostu pękała.

Kobiety z Białorusi zbierały korzenie storczyka Listery jajowatej: rozgryzały je zębami na miazgę i taką pastą nacierały twarz - powodowało to silne podrażnienie skóry i w efekcie zaczerwienienie. Podobnie działał korzeń konwalii majowej oraz nacieranie twarzy suchym korzeniem lub świeżymi jagodami kokoryczki lekarskiej.
Do wywoływania rumieńców stosowano też: płatki maku, jagody poziomek, wewnętrzną stronę kory olchowej.

Aby wybielić zęby i zapewnić sobie świeży oddech chłopi na Syberii i Uralu żuli stopioną żywicę modrzewiową. Karpaccy górale żuli w tym celu żywicę świerkową gwarowo zwaną Gryźką lub Smołą.

Zebrane przed żniwami korzenie cykorii podróżnika nacinano i wyciekającą z nich mleczną ciecz pozostawiano na powietrzu aż stężeje, otrzymaną substancję ugniatano w kulki wielkości orzecha laskowego i mieszano z własną śliną - tworzyła się rozciągliwa, podatna masa - żuto ją, aby oczyścić zęby i dziąsła.

Na Wołyniu dziewczęta wiejskie idąc na tańce kładły sobie jako pachnidło w zanadrzu liście mięty i wrotyczu szerokolistnego. Szeroko stosowano też pokrzyk wilczą jagodę Atropa belladonna. Świeże owoce zastępowały róże i pudry. Minimalne ilości soku z łodyg lub liści dzięki zawartości alkaloidu - atropiny przy umiejętnym stosowaniu rozszerzały źrenice - dodawało to szczególnego uroku. Stąd nazwa łacińska tej rośliny - belladonna - dosłownie: piękna pani. Wierzono, że Bogowie swą nieśmiertelną piękność konserwują sokiem i wywarami z Atropy. Nasi przodkowie wykopywali ją po nocach, w pierwsze piątki po nowiu księżyca, kiedy noc przesila się z dniem. Czyniły to wyłącznie kobiety - stąd pokrzyk zwał się dawniej niewieścim zielem.

Na podstawie:
  1. Moszyński "Kultura ludowa Słowian. Kultura duchowa cz.2"