Ludowe opowieści

Zebrał: Michał Chomiuk

Kiedyś w Michowie każde ważniejsze wydarzenie było śpiewane przy akompaniamencie gry na mandolinie. Po prostu o różnych sytuacjach śpiewano, układane na te okazje piosenki.

Na przykład o miłości dwojga, którym nie pozwolono się ożenić i którzy się zastrzelili. Była też historia, jak jednemu chłopakowi w czas wojny strzelono z pistoletu w twarz, lecz kula zatrzymała się i chłopak przeżył.

Jedna kobieta opowiadała, że w młodości widziała diabła. Otóż w ganku coś pukało i stukało. Gdy ona otworzyła drzwi, zobaczyła siwą krowę na dwóch nogach, która z nogi na nogę przeskakiwała i ze strachu zatrzasnęła drzwi. Gdy po chwili otworzyła drzwi nic już tam nie było. Jej znajomy zaś wracając do Michowa widział świetlny ognik, który poleciał w stronę olszyn i w tamtym miejscu wiatr straszny się zerwał. Innym razem cień go do domu prowadził. Ta sama kobieta też opowiadała jak przez całą noc jakieś stuki słychać było. Jak dwóch elegancko ubranych panków złote fajki komuś za marny grosz sprzedało, a potem jak oni poszli to te fajki w kopyta się pozamieniały.

święta figurkaJeden też widział ducha psa co w świętej figurze się schował. Opowiadała też o owczarzach co chodzili przez Michów z owcami i mieli moc tajemną. Jednej kobiecie co z nimi zadarła zadali coś takiego, że w piersiach jej coś latało, jakby jabłko i ustąpiło to dopiero, jak owczarza tego odnaleźli i zapłatę mu dali. Czar ten rzucili oni na nią z tego powodu, że po swojej dróżce za stodołą nie pozwalała im chodzić. Owczarze ponoć z duchami układy mieli.

Jeden pan opowiadał też o owczarzach jak dwóch kiedyś nocowało na ulicy Szkolnej, a jego matka, która żyje do dziś była tego świadkiem. Dawniej chłopaki i dziewczyny schodzili się w jedno miejsce, a to na prządki, a to na pierzaki. No i ci owczarze zawitali do nich i zaczęli grac na organkach. Pokazywali rozmaite sztuczki, np. kazali się walić kołkiem w rękę, lecz za nic w świecie nie można było trafić. Powiedzieli też potem: „Zrobimy przedstawienie". No i w tym momencie, jak grali, a ludzie tańczyli, to wszyscy tam obecni widzieli, że pary tańczą nago, choć tańczyli w ubraniach.

świnia złotnickaOpowiadał inny pan też z Michowa, że jak był mały to go sąsiad kiedyś urzekł i brzuch go bolał, aż starsza pani go pod nogami przekładała i urok zdjęła. Jego syna Sławka też urzekli, bo takie uroczne oczy mieli. I też kobieta z ich rodziny kieckę zdjęła przekładając go też pod nogami i czary odczyniła. Mówił, że chłopy nie pozwalają swych świń oglądać, bo boją się sąsiedzkiego uroku. Boją się sprzedać świnię lub inne zwierzę drugiemu chłopu, chyba że handlarzowi, żeby im doli nie odebrał. Mówił też o owczarzach, którzy gdy ich się pod dach nie przyjęło, lub nie nakarmiło, albo źle się ich potraktowało, to wzrok mogli odebrać lub inaczej zaczarować. Podobną mocą dysponował też wiejski rajek, który chodził po wsi od domu do domu, kupców na obiekty i inne rzeczy raił. Starym kawalerom żon szukał i miał we wsi wielkie poważanie.

Pod Gołębiem zaś pewnej zimy to tak mara grasowała, że wszystką bieliznę z całej wsi znosiła do jednych ludzi i ich o kradzież posądzili. Jedna pani mówiła, że ona w strachy nie wierzy, choć ponoć w Kozłówce szedł kiedyś wędrowiec i chciał zajść w gości, lecz ludzie go nie przyjęli. On poszedł, a u tych ludzi talerze i inne sprzęty zaczęły po mieszkaniu latać. Aż go odnaleźli, dużo mu zapłacili i już przestały się dziwy w mieszkaniu dziać. Mówiła, że cygany z wróżbami do ludzi przyjeżdżają i dobytek wynoszą. Mówią: „idź zakop jajko za stodołę, a wróżba ci się spełni". Kradną wtenczas co się da i uciekają.

końTrzy starsze panie w Michowie opowiadały, jak to w oborach mary plotły koniom warkocze długie i ładne. Panie te widziały na własne oczy te konie z warkoczami. Wieczorami te mary właziły na grusze i na gałęziach się huśtały. Panie te mówiły, że jak gałęzie się trzęsły to oznacza , że to mary na nich siedzą..

Jak w Michowie miały się palić obory, to jedna z pań, której mąż już wtedy nie żył, w przeddzień tego zdarzenia miała przestrogę. Coś jakby żelazo huknęło w drzwi, lecz jak je otworzyli to nic tam nie było.
Druga pani jak jej mama przed śmiercią chorowała, to miała dwie takie przestrogi: sznurem o podłogę trzy razy huknęło, drugi raz pani myła mamie głowę i miednica sama zadrżała jakby był w niej jakiś głaz.

Jak jeden gość jechał koniem przez cmentarz to koń mu stanął i nie chciał dalej jechać. Jak miał jeden pan umrzeć to biała postać była zwiewna w piwnicy i w oczach się rozpłynęła. Bywało też tak, że u jednych ludzi maszyna do szycia sama na górze chodziła.Do innych zmarły gospodarz przyszedł po śmierci i stał koło wozu. Jak jedna dziewczynka chorowała to bili w próg gwoździe i czarowali, ale czary nie poskutkowały i ona zmarła.

drewniana babaJedna pani dostała róży na twarzy, to przyszła druga i zrobiła gałki z lnu i położyła czerwony gałgan na twarz i odprawiła czary coś szepcąc. Podpaliła te gałki i ta róża zginęła. Ponoć jak mary obory w Michowie nachodziły to ludzie tam lustra stawiali, by mara widząc samą siebie zginęła.

Pewna kobieta gadała jak to kiedyś żydówka ją urzekła jak była małą dziewczynką, mówiąc, że jest śliczna. I od tego uroku bolał ją brzuch. Dopiero matka kazała jej przejść pod swą nogą kilka razy. Pluła przy tym, gadała "Na psa uroki!" I to pomogło i ból ustąpił. Mówiła też o tym, że jeden chłop konia zauroczył drugiemu. I ten koń zaniemógł w polu. Chłop dopiero zdjął koszulę, obszedł konia w koło kilka razy odczyniwszy uroki i to koniowi pomogło. Wstał i robił dalej.

Jeden opowiadał, że jego babcia miała taką moc i takie zaklęcia znała, że płaczące dzieci od wschodu ku zachodowi kołysała i coś mruczała i one płakać przestawały. Podobno był kiedyś taki sposób na zmorę, że robiono na nią oprysk z gówien i szczyn. Podobno jak krowa miała zapalenie wymienia, to to mleko przez ostrze kosy lać należało.

Baba pszczelarka dotąd miała dużo miodu, dopóki czarnego kota miała, że ten kot miód ściągał. Wiele razy się zdarzało, że zmarłe matki do swych dzieci o północy przychodziły je karmić.
Jak kiedyś kilka dni trupa nie pochowali, to tak zaczęło straszyć, że musieli pochować. A to coś tłukło, skrzypiało, spadało.

owce pomorskieChłop gadał, że u niego w oborze mara na koniu jeździła, warkocze plotła, aż koniowi piana szła i był strasznie zgrzany. Zwalczył ją wieszając lusterko u żłoba. Kobiety opowiadały, że każda siódma w kolejności córka marą zostaje. Była znachorka, która kołtuny zamawiała poprzez głoszenie formuł: „od wrót do wrót, bodaj by się kołtun zgniótł, od wieży do wieży niech się kołtun zjeży".

Była też na tych terenach żywa wiara w południce, kobiece demony, przebywające w zbożach podczas upału w południe. Był to rodzaj demonów, w które wiara zdeformowała się jednak tylko do roli straszaka na niegrzeczne dzieci. Wszystkie przytoczone relacje na temat południc z okolic Michowa mówią już tylko o nich jako o tworach, którymi posługiwano się, by straszyć dzieci, aby te nie włóczyły się po polach.

Spotkana w Rawie staruszka opowiadała, że spotkanie z wirującym w powietrzu wiatrem bywa bardzo niebezpieczne, że taki wiatr jak człeka trąci, to mu może nogę lub rękę zepsuć. Gadała, że jednego chłopa spod Lodówka trącił to mu i noga i ręka uschły, ale mógł nimi ruszać, tyle, że niewładne były, jak nie jego. I żaden lekarz nie pomógł. Mówiła, że owczarze co kiedyś po chałupach chodzili, wszystko czarowali, a najwięcej mleko. Odwracało się ono wówczas i śmietana miast do góry to na dół szła. Do jednej pani przyjechał jej kuzyn owczarz i mleko zaczarował by jej udowodnić, bo nie wierzyła. Dopiero jej pewna babka poradziła, by to mleko lać do ustępu, no i ona tak radziła i ponoć to pomogło.

końskie okoInnej kobiety mąż strasznie za babami latał, aż ona do owczarzy poszła z tym problemem, a oni zaczarowali go, że wyłysiał i już nie latał. Mówiła też ta pani o kobiecie która miała dwa serca. I jak umarła, a rodzina szykowała się na pogrzeb, to ona wstała no i jeszcze z rok żyła. I ona żyjącym powiedziała, ...że strasznym grzechem jest stawianie pod stołem butów. Mówiła też o człowieku, co miał przyznane, że utopi się jak się ożeni, no i chodź studnie zakrywali, ani nie chodził się nigdzie kąpać do rzeki, to on i tak się utopił.

diabełStaruszek opowiadał, że owczarze umieli sprawić, że owczarz szedł środkiem, a owce rozdzielały się na jedną stronę, a barany na drugą, a jak on chciał to się w kupę łączyły. Opowiadał, że ludzie nie chcieli owczarzy nocować, bo się ich bali. A księża na nich najeżdżali, że oni się z diabłem kumają. Opowiadał, że wierzono, że czarny kot, którego ludzie mający ule hodowali, to tzw. Pszczelnik i im magiczną mocą miód ściągał do ula. Jedna kobieta sądziła, że to lunatycy plotą koniom warkocze. Mówiła, że widziała takiego konia z warkoczami i były one bardzo misternie splecione.

Zdarzyło się, że diabeł trzy razy chłopa się pytał: „jesteś mocny?", a on trzy razy odpowiadał: „jestem mocny, ale dla siebie". I po tych trzech razach ten diabeł ze straszliwym wyciem w lesie gdzieś przepadł. Inną kobietę diabeł na bagna zawiódł i tak utopił, że aż głowę jej urwał i osobno położył. We wsi tej, gdzie się to działo, małe dzieci straszono starymi babami w szerokich spódnicach, co w zbożu siedziały.

czarny kotW Wolicy wierzy się, że nie można sprzedawać nikomu świni razem ze słomą, bo wtedy kupiec gniazdo kupuje i może szczęście z domu zabrać. Wielu ludzi ma złe oczy i potrafi zadać taki urok, że dzieci się pochorują, albo świnie wymrą. Np. jedna maciora wszystkie swe młode rodząc zagryzła, a jak jałówce tarczyca zachorowała to gospodarz szeptał coś nad nią i ta tarczyca jej przeszła. Wiatr co wkoło się kręci to zły duch , a jednej kobiecie chustkę zabrał i poleciał z nią. Może on porwać człowieka i lecieć z nim hen.

Jak chodzili po wsi owczarze to chcieli u bogatych gospodarzy jeść, a oni im nie dali. Ci owczarze zadali im taki urok, że w tym domu wszyscy pogłupieli - kobieta zimą lub jesienią biegała na środek wsi do stawu, rozbierała się do naga i właziła do wody, a chłopak z tego domu zawsze chodził odwrócony tyłem do słońca, okopy w mieszkaniu kopał, a miał tak wielką nadprzyrodzoną siłę, że wozy z drzewem jak ludzie z lasu wyjeżdżali to wywracał.

Na Wólce Kątnej koło Abramowa ludzie opowiadają o wielu ciekawych rzeczach. Po Abramowie chodzili owczarze i ludziom co ich nie przyjęli to pod oborą kość zakopali i przez dziesięć lat krowy im mleka nie dawały. Wszystko wymierało, bida była. Dopiero cyganka szła, co owczarką się przedstawiła i ją oni dobrze czym mieli ugościli, a ona z wdzięczności tę kość odkopała - bo się na tym znała - i urok zdjęła. W innym domu strasznie znów garnkami rzucało, tak owczarz obrażony uczynił i dopiero drugi owczarz zdjął urok.

W środę popielcową była zabawa na której owczarze byli i tam ludzie z diabłami tańczyli. Na posadzce zwęglone, czarne kopyta się odbijały. Bo po prostu, tancerze przekroczyli zakaz tańczenia w środę popielcową. Z pieca cegłówkami zaczęło rzucać. Cegłówki same leciały w stronę ludzi. Ludzie z sąsiedztwa tam przyszli i modły odczynili i to jakoś ustało, bo złe duchy by jeszcze dziewczyny podusiły.

nagrobekNa innej znów zabawie pewien młody kawaler założył się z kumplami, że pójdzie na cmentarz i zdejmie nieboszczykowi czapkę i ja przyniesie na głowie. Poszedł i zobaczył, że po cmentarzu ktoś chodzi, to on mu cap czapkę ukradł i na salę biegiem poleciał. Tańczą i bawią się wesoło, aż tu czapka jak nie zabłyśnie, kolorowo świecić zaczęła, a pod oknem jakiś ktoś straszny stoi i krzyczy: „oddaj czapkę"! Chłopak poci się, boi, prosi by koledzy czapkę wynieśli, a tamten: „oddaj ktoś wziął"! Chłopak nie zemdlał mało. Dopiero wody święconej wzięli, modlili się, czapkę oddali i to ustało przy wielkiej burzy akompaniamencie.

Było tak, że na Wolicy dwóch kawalerów strasznie się z owczarzy śmiało i owczarze im przepowiedzieli, że jeden z nich po dachach jak kot - do swej siostry chodził, co na końcu wsi mieszkała, a drugi, że się powiesi. No i tak było.

Pewna kobieta kradła świeże kwiaty z cmentarza i zły duch ją nawiedzał. Jak poszła na strych to zobaczyła tam białą bieliznę i zły duch jej rzekł: "zobacz jaka ładna, powieś się i ty, to ty też będziesz taka ładna". Lecz ona miała dość w sobie siły i uciekła na dół. A na dole, siadła do stołu, a na stole coś jakby mały żółwik siedzi i bardzo szybko rośnie, aż bardzo duży urósł. Wzięła ona wody święconej i go wypryskała. To znikło a wicher się straszny zerwał. Podobno też zmora obok misternie plecionych warkoczyków, to jednej kobyle nawet i bat w grzywę wplotła, bo w tej rodzinie było siedem dziewczyn i wszystkie konie poplecione warkocze miały.

Jest rodzina, w której mały chłopak zadusił kiedyś wróbla, to teraz jak ktoś ma z tej rodziny umrzeć to ten wróbel pojawia się i pod nogami się kręci i wiruje. Są też tacy ludzie co mówią: „jutro mnie już nie będzie", no i umierają.

nad rzekąOwczarz raz przyszedł do wsi i tam gruby chojar leżał i on ludziom powiedział, że on przejdzie wzdłuż, środkiem chojara tego od końca do końca, no i tak zrobił. Ale jechał chłop z sianem i widzi, że on ludzi w konia robi, no bo on się z tyłu za chojarem czołga. Owczarz go nie zdążył zaczarować. Człowiek ten krzyczy do ludzi, że ten ich oszukuje, a owczarz do niego, żeby się odwrócił, bo siano mu się pali. Chłop się odwraca i patrzy, a tu cała fura w płomieniach. Dalej konia wyprzęgać, ogień gasić, a ludzie się z niego śmieją, no bo to siano się wcale nie pali.

 

Opowieści zebrane w terenie, w okolicach Michowa, powiat lubartowski, przekaz ustny. Wydane w książce "Dziwy spod strzechy i wierzbowej dziupli".