Przedzimek

Hanna Świątkowska

Język zmienia się podobnie jak czas, w którym na co dzień żyjemy – to prawda oczywista. Pozostają jednak takie enklawy społeczne, zawodowe, czasami obyczajowe, które przechowują słowa zapomniane, słowa, których zasadnicze znaczenie nie pasuje do współczesnych realiów.

Takimi słowami - zabytkami z pewnością są określenia pór roku dziś już archaicznych z punktu widzenia osiągnięć cywilizacji...

Pomówmy o przedzimku.

zapasy drewna na zimęPodobnie jak przedwiośnie słowo to niewiele dla współczesnych znaczy. W mieszkaniach mamy ciepło, zapasów opału gromadzić, ani ogacać izb zatem nie trzeba. Lampy wszelkiej maści zapewniają nam światło w ilościach według osobistych preferencji. Woda w kranach nie zamarznie, więc nie ma potrzeby dbać o przerębel. Buty, płaszcze, szale, rękawiczki, pończochy i wszelkie potrzebne ubiory kupimy, nikt zatem nie musi tracić wzroku nad ściegami włóczki ani szyciem wojłoków. W kwestii pożywienia też nikt nie jest zależny od zapasów, tuczenia zwierząt, polowań - cokolwiek będzie potrzebne, supermarkety to zapewnią... W wyborze znacznie szerszym pozornie niż oferta Natury, jak chociażby świeże owoce i warzywa.

Jaką treść w takiej sytuacji może nieść słowo „przedzimek"?

A jednak przedzimek nadal, jak przed wiekami, kiedy oznaczał czas zabezpieczenia przed mrozem, głodem i pragnieniem, istnieje. I wbrew pozorom ma na nas, ludzi klimatu umiarkowanego, spory wpływ. Dzień gwałtownie się „kurczy", zatem godzin światła słonecznego coraz mniej. Temperatury maleją, powodując konieczność przestawienia się na cieplejsze ubrania i większą staranność ich doboru. Otaczająca nas przyroda zasypia, ubożeje, znika - jak odlatujące ptaki lub opadające liście, traci barwy, nabiera melancholijnego wyglądu...

To wszystko nie jest obojętne dla człowieka, nawet chronionego wszystkimi zdobyczami cywilizacji!

drewniana pszczółkaZima to w naszym klimacie „czas snu", odpoczynku, zwolnienia tempa. Tak przynajmniej chce Natura. Zaś przedzimek to okres wchodzenia w ów stan, gromadzenia zapasów (niekoniecznie w spiżarni). Na przedzimku zwykle przybieramy nieco na wadze - i to jest absolutnie normalne zjawisko, a nie powód do paniki! To okres obfitości po-jesiennej, bogactwa warzyw, owoców, wartościowego mięsa, czas, kiedy nasz „wewnętrzny zegar" nakazuje nam mobilizować siły przed okresem zimna, izolacji i ciemności. Spowalniają się procesy życiowe, jesteśmy bardziej ospali, łatwiej się męczymy, trudniej podejmować nawet codzienne obowiązki. To także normalne zjawiska i nie ma najmniejszego sensu ani się ich obawiać, ani na siłę z nimi walczyć!

To wszystko nie zmieni, niestety, faktu, iż żyjemy obecnie w całkowicie odmiennym rytmie. Współczesność przynosi człowiekowi największe wyzwania zimą właśnie. Nie miewamy zwykle w tym czasie urlopów. Sesje studenckie, zakończenia semestrów w szkołach stawiają wymagania tak uczniom jak i nauczycielom; zimą przypada „koniec roku", oznaczający wytężony wysiłek dla pracowników administracji. Ludzie chorują, co dodatkowo obciąża lekarzy - itd., itp.

Taki stan rzeczy pogłębia tylko naturalną skłonność do zmęczenia, dodatkowo obciąża nasze organizmy. Warto się przed tym bronić, nie ma bowiem szybszej drogi do frustracji, osłabienia odporności i w efekcie zwiększonej depresji niż zawyżone wymagania wobec „rozleniwionego" organizmu!

jesienny posiłek w dawnej chłopskiej chacieKilka sposobów zielarskich może ułatwić nam tę obronę. Już „na przedzimku" pamiętajmy o zaopatrzeniu organizmu w witaminy i minerały, najlepiej pochodzenia naturalnego. Napary z pokrzywy, krwawnika, mniszka, liści malin i jeżyn z dodatkiem poziomek, soki owocowe i warzywne - to wszystko będzie nam bardzo pomocne. Przy okazji poprawi odporność. Pracę mózgu wspomagamy zwiększonym spożyciem ryb, wszelkich orzechów, kakao lub czekolady. Co najmniej raz na dwa - trzy dni serwujemy sobie napój „energy". Wraz z dziećmi staramy się pomimo kaprysów pogody, spędzać czas na powietrzu. Kiedy tylko można sobie na to pozwolić, fundujemy organizmowi zwolnienie tempa. Staramy się dobrze wysypiać; aplikujemy sobie rozrywki, dające nam poczucie komfortu i psychicznego „luzu". Otaczamy się pogodnymi, ciepłymi kolorami. No i, co bardzo ważne - nie dopuszczamy do wychłodzenia ciała, stóp i głowy przede wszystkim... Po przemarznięciu albo zmoknięciu pijamy herbatki - z lipy, malin, dzikiej róży. Nie zapominamy o przetworach z porzeczek, surowych jabłkach a także bakaliach...i miodzie.

dynieBardzo cennym darem jesieni są dynie, które prawie zniknęły z naszych stołów, a szkoda! Miąższ i pestki dyni ogromnie wzbogacają późnojesienny i zimowy jadłospis. Kolejny „punkt obowiązkowy" to kapusta, zarówno surowa jak kiszona. Warto też pokusić się o zrobienie octu jabłkowego. Jego zdolność stabilizowania pH wpływa zbawiennie na naszą kondycję. Spożywa się go profilaktycznie na co dzień. Nie jest też trudno przygotować domowy zakwas burakowy, wyjątkowo wartościowy zimą, chociaż przydatny cały rok.

Znając wymagania Natury na przedzimku i zimą, mamy znacznie większą szansę na spokojne, a zarazem wartościowe spędzenie zimowych miesięcy, bez dużych szkód w zdrowiu - tak fizycznym jak i psychicznym. Czego wszystkim z całego serca życzę!

Praktyczne przepisy

  • Napój „energy"

    Szczypta imbiru, cynamonu, zmielonego korzenia arcydzięgla (można zastąpić tatarakiem), łyżeczka gorzkiego kakao, 2 - 3 goździki - zalewamy wrząca wodą, gotujemy około minuty, wsypując jeszcze łyżeczkę kawy; cedzimy, słodzimy miodem. Pijemy gorące.
    Dla dzieci przyrządzamy bez kawy - może być też mleko zamiast wody.
  • Codzienna porcja octu jabłkowego

    1 - 2 łyżeczki octu (dla dorosłych więcej), łyżka miodu, 2/3 szklanki wody - mieszamy starannie, wypijamy.
  • Napary ziołowe

    1 łyżeczkę wybranych ziół zalewamy gorącą (nie wrzącą) wodą, pozostawiamy pod przykryciem 15 minut.