Swawolna dziewucha

Zebrał: Michał Chomiuk

Rozalia, gdy tylko skończyła szesnaście lat i natura coraz bardziej upominała się o swoje prawa, poczęła na potęgę rozglądać się za chłopakami czując nieodparte pragnienie, by tylko z nimi przebywać, z nimi tańcować, z nimi się bawić.

A że chłopaki tylko czekali na taką okazję, radzi byli, że taka dorodna i rumiana dziewoja sama pcha się im do rąk, nie daje kosza, nie odstawia i jest im przychylna. Podczas gdy jej koleżanki pracowały od rana do wieczora, by pomóc rodzicom w gospodarowaniu, Róźka chciała tylko jednego - życia, gwaru i śmiechu.

słomiana babaKażdy dzień bez męskiego towarzystwa uważała za stracony. Uganiała się ta czarnula pomiędzy polami, sadami, łąkami, a za nią zawsze kilku chłopaków o roześmianych od ucha do ucha gębach. Gdy ją dopadli, przewracali się na nią po trawie, Rozalia piszczała, wyrywała, przeklinała nawet głośno, ale zawsze ze śmiechem i radością. Bardzo rozlubowana była w tym obściskowaniu. Szybko też zaznała rozkoszy prawdziwego kochania.

Było to w kwietniu, nocą, podczas pełni księżyca. Dorwała wtedy wysokiego, chudego Staśka, który od dawna marzył o tym, by kochać się z Rozalią. Włóczyła się z nim godzinami, opowiadała przeróżne rzeczy, uśmiechała się zalotnie i pieszczotliwie. Oczarowany chłopak aż dostał drgawek na całym ciele, spocił się, zasapał lekko. Rozalia strasznie mu się podobała. On Rozalii też... na dodatek była jeszcze taka sprawa, że chłopak tego dnia wypił trochę wina, które zdążyło już mu nieco pomieszać, rozpłomienić myśli. Nie wytrzymując napięcia złapał wpół Rozalię i zaniósł na kupkę siana. Zadarł w te pędy sukienkę dziewczyny i zrobił swoje.

Dla Rozalii było to cudowne, wspaniałe, najpiękniejsze w jej dotychczasowym życiu doświadczenie. Nie mogła opanować się z rozkoszy. Od tego dnia chciała tylko tego...

Niestety, oprócz chłopaków, dziewczyna straszliwie rozmiłowała się też w winie. Coraz częściej zaczęła przesiadywać w karczmie, gdzie mężczyźni chłonni jej wdzięków stawiali jadło i mocny alkohol. Rozalii piła, tańczyła, śpiewała, obcałowywała zamroczone i zamglone twarze. I tak mijały lata.

chłop z kuflemGdy miała lat dwadzieścia trzy była już zmarnowaną, nałogową pijaczką i tonęła w długach, gdyż jej wdzięki szybko znudziły się kawalerom, którzy przestali jej fundować. Karczmarz także zakończył wydawanie wina na kredyt, a i coraz uporczywiej domagał się zwrotu tego, co już nakredytował. Dziewczyna nie miała skąd wziąć pieniędzy, toteż zwlekała cały czas z uiszczeniem długów mówiąc za każdym razem, że zapłaci już niedługo.

Karczmarza w końcu doprowadziło to do szaleństwa. Postanowił dać dziewczynie nauczkę. Jako, że był złym człowiekiem zajmującym się czarami, by szkodzić swoim bliźnim, przeto diabły i przeróżne inne czorty służyły mu na zawołanie. Zadał tak więc karczmarz Rozalii czary, które pomieszały jej w głowie. Zaczarowana dziewka, nie dość, że pijaczka i latawica, to jeszcze zrobiła się straszna złośnica i złodziejka. Wszystko ją złościło, wszystko ją drażniło, spokoju nie mogła zaznać nawet na minutę. Na spokojne zapytanie o to jak żyje, czy też o każdą inną jakąś rzecz zawsze odpyskowała, odwrzasnęła. A klęła, to tak, jakby góry się waliły. Na wszystkich zła, do każdego żywiła urazę i każdemu była markotna. Robiła zawsze na złość, naprzeciw, darła się wniebogłosy, płakała krzyczała, życzyła każdemu stworzeniu jak najgorzej.

A przecież kiedyś taka nie była, choć próżniara i latawica, toć przecież miła, pogodna, zawsze uśmiechnięta i życzliwa. Wszystko ją cieszyło i radowało, słoneczko i księżyc, chmurki na niebie, i kwiecie barwiące łąki i ogrody, i las, i rzeka. A teraz nic. Tylko złość. Jednostajna, a później coraz bardziej narastająca złość, nienawiść, beznadzieja.

kura

Zaczęła też kraść, co tylko jej się trafiło. Podkradała parobkom jadło na polach, kradła kury, kaczki, gęsi. Czasami też pokusiła się na jakąś bardziej poważniejszą zdobycz. Taka już została Rozalia aż do śmierci.
Umiała też w tym swym pomieszaniu i przypadłości przepowiadać różne sprawy, wiedziała wszystko o osobach, na które patrzyła, o ich dawnych grzechach i przewinach.

Gdy leżała już Rozalia na łożu śmierci, zawołali księdza, który by ją wyspowiadał i rozgrzeszył, aby z czystym sumieniem odeszła z tego świata, żegnając się ze swym rozpustnym życiem. Lecz, gdy ksiądz przyszedł, kobieta zerknęła na niego tylko i zmarszczyła czoło: „Nie chcę żebyś ty mnie spowiadał ojczulku. Bo jak ty mi możesz rozgrzeszenie dać, skoro sam w swej młodości czasach kradł na potęgę, i to nie takie rzeczy, jak ja, bo złoto i pieniądze! A przecież żeś się z tego nie spowiadał".

Ksiądz pobladł, ślepia wybałuszył i wyrzekł tylko do Rozalii: „Skąd do diabła o tym wiesz kobieto?! Kto ci to powiedział, toć przecież nikt z żyjących, poza mną o tym nie wie!?" Lecz Rozalia już nic nie odpowiedziała. Jej umęczona dusza uwolniła się właśnie od strasznej pokuty, jaką odprawiała na ziemi. Opuściła stare ciało i poszybowała w nieznane.

 

Opowieści zebrane w terenie, w okolicach Michowa, powiat lubartowski, przekaz ustny. Wydane w książce "Dziwy spod strzechy i wierzbowej dziupli".