Spojrzenie w głąb UL-a

Piotr Bielski

Na rubieżach współczesnej techno - cywilizacji, w dawnych dworkach zbierają się ludzie, młodzi wiekiem lub duchem, miejscowi i przyjezdni, zasiadają w kręgu, spożywają posiłek, uczą się haftu, animacji kulturalnej, tworzenia koszy z wikliny, dzieląc się radością i problemami... Utopia? Tak, ale bardzo pożyteczna i mająca ponad 150-letnią tradycję.

Romantyzm i wieś

Ruch uniwersytetów ludowych (UL) zapoczątkował duński teolog, filozof, poeta i kaznodzieja Nicolai Frederik Severin Grundtvig (1783-1872). Był on twórcą koncepcji zespolenia szkoły z życiem, celem ożywienia kultury ludowej i rozwoju duchowego społeczeństwa. Był zwolennikiem idei "szkoły dla życia" - od przekazu książkowego cenił wyżej "żywe słowo", dochodzenie do prawdy w dialogu z wymianą doświadczeń życiowych obywateli wszelkich warstw społecznych. Bezpośrednie doświadczenie znaczyło dla niego więcej niż teoria. Sprzeciwiał się również: stosowaniu kar cielesnych, instytucji egzaminu i bezrefleksyjnemu uczeniu "na pamięć", uważając, że jednostka musi odnaleźć radość w procesie kształcenia, by zdobyć trwałą wiedzę. Pragnął, aby szkoły ludowe były otwarte dla wszystkich obywateli, dążących do doskonalenia się, niezależnie od ich wieku. Wskazywał również na potrzebę dostosowania społeczeństwa, szkoły i jednostki do rytmu i porządku przyrody.

W 1844 r. w duńskim Rødding jego zwolennicy założyli pierwszy na świecie UL, wkrótce znajdując naśladowców na obszarze Szwecji i Prus.

Z ziemi duńskiej do Polski

Jako pierwszy polski UL zazwyczaj wymienia się inicjatywę dziesięciodniowych kursów pszczelarstwa i ogrodnictwa dla młodzieży, uzupełnionych o nielegalne pogawędki polityczne, prowadzonych od 1891 r. przez Towarzystwo Pszczelarsko-Ogrodnicze Maksymiliana Malinowskiego i Jadwigi Dziubińskiej.

W niepodległej Polsce pionierem był ks. Antoni Ludwiczak, pedagog wielokrotnie odwiedzający Danię i zainspirowany tamtejszymi wzorcami. Założył on, pozostający pod opieką Towarzystwa Czytelni Ludowych, Uniwersytet Dalkach (poznańskie, 1921 r.).

Ruch uniwersytetów ludowych rozwijał się bujnie w międzywojennej Polsce, mając oparcie w ruchu ludowym (Związek Młodzieży Wiejskiej "Wici"), dążącym do afirmacji i rozwoju kultury wiejskiej poprzez budowę czytelni i domów ludowych, zakładanie szkółek drzew owocowych, kursy przysposobienia rolniczego, występy zespołów teatralnych.

W ruchu tym pojawiła się charyzmatyczna postać Ignacego Solarza, który dokonał wyjątkowej adaptacji idei Grundtviga do polskich realiów, tworząc wraz z małżonką Zofią i rzeszami chłopskiej młodzieży uniwersytety ludowe w podkrakowskich Szycach i Gaci Przeworskiej (okolice Jarosława).

Cywilizacja Słońca vs. cywilizacja zegarka

Ignacy SolarzIgnacy Solarz uważał się za kontynuatora myśli wielkiego Duńczyka. Był propagatorem agraryzmu, uznając, iż warunki przyrodnicze kształtują mentalność człowieka. Przeciwstawiał kulturę wiejską kulturze miejskiej. Chociaż dostrzegał zalety obu kultur, opowiadał się za obroną wiejskiej, a nawet za "schłopieniem miast", czyli przyjęciem przez mieszkańców miast pozytywnych cech wsi, takich jak "hart, wytrwałość, zaradność, cierpliwość, zrównoważenie oraz optymizm".

Piętnował zjawisko "pańszczyzny psychicznej wsi wobec miasta" - brak wiary chłopstwa we własne siły oraz jego poczucie niższości. Propagował literaturę i pieśń ludową - wyjątkowo egalitarną formę sztuki, wolną od podziałów na twórców i wykonawców. Najbardziej obawiał się wykorzenienia - żyjącej wedle rytmu natury - wiejskiej "cywilizacji Słońca" przez miejską "cywilizację zegarka" i wyparcia norm moralnych przez "prawa rynku".
Poszukiwał ogólnoludzkiego sensu rytuałów religijnych, takich jak np. dzielenie chleba. Chciał, aby jego wychowankowie stosowali te same zasady etyczne w życiu prywatnym i publicznym.

Zdaniem znawcy historii uniwersytetów ludowych, Tomasza Maliszewskiego, najcenniejsze elementy dziedzictwa Solarza to "samorządność, idea spółdzielczości, człowiek w centrum wszelkiej działalności edukacyjnej, emancypacja mieszkańców wsi".

Ciężki kawałek chleba

kosz Uniwersytety ludowe były projektami politycznie "wrażliwymi". Znamienny jest przykład represji, jakim poddała Solarza sanacyjna władza, zamykając w 1931 r. Uniwersytet w Szycach.

W epoce międzywojennej powstało ponad 30 "uli". Ich misją było włączanie do społeczeństwa rzesz młodych ludzi. Warto wspomnieć o pracy licznych "uli", które dążyły do integracji mniejszości narodowych ze społeczeństwem, np. placówek Liceum Krzeminieckiego na Wołyniu, Uniwersytetu Chłopskiego w Grzędzie (lwowskie), Białostockiego Uniwersytetu Wiejskiego w Żernej. Spośród nich najdłużej istniał powstały w 1932 r. Uniwersytet Ludowy w Michałówce na Wołyniu.

Powstanie zależnej od ZSRR Polski, z nazwy "ludowej", oznaczało pogwałcenie autonomii i wypaczenie charakteru tych placówek poprzez włączenie "uli" w dziejową misję socjalistycznej przebudowy wsi i ideologiczny trening nauczycieli celem "wykształcenia naukowego poglądu na świat". Jednocześnie komunistyczna władza oferowała znacznie większe wsparcie dla podporządkowanych ZMP/ZSMP wiejskich uniwersytetów niż czyniła to II RP, a obecnie III RP.

Upadek PRL-u pociągnął za sobą rozwiązanie większości uniwersytetów ludowych, gdyż nowa władza wolała widzieć w tych instytucjach "czerwone kuźnie", nie dostrzegając w nich wielkiego potencjału oddolnej budowy społeczeństwa obywatelskiego.

Uniwersytety ludowe powstają w dzisiejszej Polsce, lecz niestety często szybko upadają. Mamy też do czynienia z brakiem powszechnie podzielanej definicji UL-a. Czy uniwersytet ludowy musi mieć siedzibę na wsi? A co z placówkami kształcenia ustawicznego, np. niezwykle popularnymi w dużych miastach Uniwersytetami Trzeciego Wieku? Czy "ul" musi mieć charakter internatowy, czy może być bytem "wędrownym"? Czym jest humanizująca misja "uli", różniąca je od szkół, uczących jedynie określonych umiejętności? Słowem, brak jest jasnych reguł gry.

Postanowiłem przyjrzeć się trzem placówkom. W przypadku Woli Sękowej i Wieżycy mają one dość długą tradycję, zaś ta z Teremisek wykazuje znaczny potencjał rozwojowy. Warto tu wspomnieć też działalność pominiętego z braku miejsca Uniwersytetu Ludowego w Radawnicy, który funkcjonuje niemal nieprzerwanie od 1947 r., prowadzi Medyczne Studium Zawodowe Terapii Zajęciowej i szkołę pracowników socjalnych, organizuje kursy z zakresu rzemiosł artystycznych obsługi turystycznej. Nie jest to oczywiście pełny obraz zjawiska, ale pozwala zarysować problem.

Wola Sękowa

Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej - ta położona w bieszczadzkiej wsi szkoła to nowa inkarnacja Małopolskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie, który istniał tamże od 1959 r., z powodzeniem kształcąc instruktorów rękodzieła artystycznego i chroniąc przed zapomnieniem sztukę ludową. Na początku 2006 roku został przeniesiony do Woli Sękowej.

Przez ostatnie lata ta placówka, położona w otoczonym magiczną aurą pałacu hrabiego Ostaszewskiego szkoliła w trybie dwuletnim dziennym i zaocznym. Kurs taki obejmował tradycyjne techniki sztuki ludowej: ceramikę, haft i koronkę, wikliniarstwo, tkactwo, rzeźbę w drewnie i malarstwo, uzupełnione o przedmioty przygotowujące do pracy nauczyciela i animatora kultury: pedagogikę, psychologię, animację społeczno-kulturalną.

Wzdów był "szkołą życia", gdyż w internacie mieszkało łącznie ok. 50 osób - dwa roczniki studentów, dyrektor, część nauczycieli. Wspólnie jadali obiady i razem tworzyli unikatową społeczność artystów rękodzieła, do której wstęp wymagał przejścia przez rytualne otrzęsiny z udziałem ludowych zjaw.

Absolwenci Wzdowa wzajemnie wspierają się, jak zauważa Wodzia:
"Kiedy mieszkasz z tymi samymi ludźmi przez rok, dwa masz szanse ich poznać. Widzisz ich rano, w południe, wieczorem, w nocy, na zajęciach, po zajęciach. Chodzisz z nimi do sklepu, razem z nimi organizujesz sobie wolny czas. Chcąc nie chcąc, tworzy się taka mocna nić porozumienia". Absolwent Wzdowa, Tomasz Kowal, określił to środowisko jako "jedną wielką rodzinę o własnych modach i trendach, hermetyczną i buntowniczą, tworzącą wokół siebie atmosferę magii i czegoś wyjątkowego".

oknoCechą wyróżniającą Wzdowa jest ponadlokalny charakter. Młodzi ludzie z Warszawy, Łodzi czy Gdańska decydowali się opuścić wielkomiejskie środowisko, by poświęcić się sztuce i kontemplacji bieszczadzkiego zacisza. Jedna absolwentka mówiła, że większość mieszkańców wsi odbierała ich jako "dziwaków, co to nie chodzą do kościoła i mięsa nie jedzą". Studenci "ulu" podejmowali jednak wysiłki zadomowienia się w społeczności lokalnej, organizując jasełka, ludowe obchody powitania wiosny czy ucząc dzieci w okolicznych podstawówkach haftu czy tkactwa.

Uniwersytet ten cieszył się renomą i znacznym zainteresowaniem. Absolwenci na zakończenie edukacji robili dyplomy na uprawnienia czeladnika i instruktora rękodzieła rzemiosła artystycznego. Studia miały charakter odpłatny, lecz studenci pokrywali jedynie 1/3 rzeczywistych kosztów kształcenia. Do 25% kosztów pokrywało starostwo, a resztę zdobywała szkoła dzięki wynajmowi pokoi i ośrodka w okresie letnim czy sprzedaży prac studentów.

Adepci rękodzielnictwa musieli wyprowadzić się ze Wzdowa ze względu na zły stan techniczny budynku, wymagający inwestycji przewyższających możliwości finansowe Stowarzyszenia. Zdaniem Andrzeja Kijowskiego, dyrektora placówki w latach 1996-2003, pewną szansę dla rozwoju mogłaby stanowić promocja uniwersytetu wśród niemieckiej czy francuskiej młodzieży, dla której bieszczadzka przyroda stanowi unikalną wartość. Takie posunięcie wymagałoby jednak całościowej i szanującej tradycję polityki turystycznego rozwoju Podkarpacia.

Dobrze świadczy o tym "ulu" fakt, że wszyscy absolwenci, z którymi rozmawiałem, wspominają pobyt we Wzdowie jako najlepsze lata swego życia. Chciałbym przytoczyć kolejno wypowiedzi Rasi i Luizy.
"Ach gdyby tak można było cofnąć czas. Te 2 lata były naprawdę piękne. Człowiek robił to, co naprawdę kocha i do tego w tak fajnym towarzystwie i otoczeniu". "Nie znam nikogo, kto by nie otarł się o łzy. Dla mnie to absolutny czas, absolutnie twórczy, wolny, szczęśliwy, rozwojowy".

Teremiski

Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa Lipskiego w Teremiskach powstał zaledwie 4 lata temu w dworku na skraju Puszczy Białowieskiej i wyróżnia się znacznymi możliwościami, które zawdzięcza rozciągnięciu nad nim opieki przez Danutę Kuroń, prowadzącą Fundację Edukacyjną Jacka Kuronia, oraz przez Fundację Pomocy Społecznej "SOS".

Naczelne problemy, jakie stawia przed sobą ten uniwersytet, Danuta Kuroń scharakteryzowała następująco:
"Szukamy odpowiedzi na klasyczne dla każdego Uniwersytetu pytanie jak żyć, jakim być człowiekiem - i to jest pytanie o kulturę, o międzyludzkie relacje. Szukamy również odpowiedzi na pytanie, z czego, za co żyć - i to jest pytanie o pracę, o los innych ludzi i świata. Wokół tych poszukiwań budujemy nasz zespół i nasz program". Uniwersytet jest propozycją dla "ludzi mających 19-22 lata, mieszkających na terenach wiejskich /.../ którym rodzice z powodu braku pracy nie mogą pomóc w zdobyciu wykształcenia, a którzy chcą się uczyć i dzięki zdobytej wiedzy odmienić nie tylko los własny, ale również stać się kreatorami rozwoju swojej wsi, osiedla czy miasteczka".

Placówka ma charakter ogólnopolski, mniej więcej 10% studiujących pochodzi z okolic Hajnówki. Szukając chętnych, studenci Teremisek wędrują po wsiach i opowiadają tamtejszej młodzieży o swej inicjatywie. W okresie rekrutacji zainteresowani mogą zamieszkać w Teremiskach, by przekonać się, czy rzeczywiście są gotowi na takie wyzwanie.

Uniwersytet nie ma dostarczać dyplomu, lecz wykształcać charakter i umiejętności, przygotowujące do podjęcia misji "animatora rozwoju i przedsiębiorcy społecznego". Program nauki obejmuje m.in. animację działań lokalnych, przedsiębiorczość, doradztwo środowiskowe, prowadzenie organizacji pozarządowej, problemy zróżnicowania kulturowego, filozofię społeczną i edukację przyrodniczo-ekologiczną.

Co roku Uniwersytet przyjmuje grupę ok. 25 studentów, którzy przez rok uczą się w Teremiskach, a potem przenoszą się do Warszawy, gdzie przez dalsze 4 lata mogą mieszkać w domu Danuty Kuroń, pobierając nauki w weekendy. Obydwie fundacje finansują pobyt młodzieży w Teremiskach, lecz w Warszawie studenci uczą się samodzielności, rozpoczynając pracę, mogą też równoległe studiować na konwencjonalnym uniwersytecie.

Do Teremisek przyjeżdżają zaprzyjaźnieni z Danutą Kuroń intelektualiści, chcąc w ten sposób realizować jego testament. Byli tu m.in. Jerzy Bralczyk, Tadeusz Kowalik, Ewa Łętowska, Karol Modzelewski, czy Wiktor Osiatyński. Funkcję rektora uniwersytetu przyjął profesor Zygmunt Bauman, który przygotował dla nich program nauczania "wiedzy o współczesności".

Przed tą garstką młodzieży, wyłonionej z ogarniętych bezrobociem i marazmem wiosek i miasteczek, otwierają się wielkie możliwości, lecz ta inicjatywa to zaledwie kropla w morzu potrzeb.

Wieżyca

Kaszubski Uniwersytet Ludowy im. Józefa Wybickiego w Wieżycy rozpoczął swą działalność w 1983 r., celem kształcenia pracowników wiejskich placówek kulturalnych. Zarząd nad placówką sprawowało początkowo Zrzeszenie Kaszubsko - Pomorskie, a od 2004 r. specjalnie do tego celu powołana Fundacja "Kaszubski Uniwersytet Ludowy". Od 1995 r. KUL dysponuje również dworkiem z parkiem w Starbieninie k. Choczewa, gdzie utworzono Ośrodek Edukacji Ekologicznej.

Studia na KUL mają charakter krótkich kursów - weekendowych, tygodniowych, często funkcjonujących jako cykliczne spotkania. Pierwszy filar aktywności KUL to edukacja obywatelska, oddolne wysiłki budowania społeczeństwa obywatelskiego poprzez kształcenie nauczycieli oświaty, dorosłych, rolników, samorządowców czy dziennikarzy.

KUL jest chyba najbardziej zakorzenioną w swej społeczności lokalnej placówką, większość kursów jest przeznaczona dla mieszkańców powiatu kartuskiego i okolic. Od początku istnienia KUL edukacja regionalna stanowi kolejny filar działalności placówki. Obejmuje ona naukę języka kaszubskiego i kultury Kaszub, a także kursy rękodzielnictwa artystycznego: haftu, rzeźby w drewnie, tkactwa czy garncarstwa. Dużą zasługą KUL jest reaktywowanie tradycyjnego kaszubskiego malarstwa na szkle.

Trzeci obszar zainteresowań KUL to edukacja ekologiczna. Starbieniński ośrodek jest wyposażony w turbinę wiatrową, kolektory słoneczne, biologiczną oczyszczalnię ścieków i organizuje pokazy działania tych urządzeń dla zainteresowanych.

KUL zdobywa środki, uczestnicząc w programach unijnych, dzięki wsparciu starostwa, i własnej działalności gospodarczej: eksploatacji elektrowni wiatrowej, działalności gastronomicznej, wynajmu ośrodka. KUL prowadzi szeroką współpracę ze skandynawskimi i niemieckimi "ulami", organizuje konferencje propagujące idee UL, dążąc do integracji środowiska "ulowego".

Z lotu ptaka

ręce na bęben! Nasza wycieczka po krainie uniwersytetów ludowych dobiegła końca. Ileż piękna w tradycyjnych "ulowskich" czynnościach! Wspólnej porannej gimnastyce, rozpoczęciu i zakończeniu dnia śpiewem, wspólnych posiłkach w UL-owej rodzinie, spotkaniach w kręgu. Ich stosowanie pojawia się wybiórczo i nie przybiera formy dogmatu.

Twórcy współczesnych "uli", choć czasem nawet nie znają postaci Grundtviga i Solarza, wyczuwają jednak ducha ich dzieł. Czym jest więc współczesny "ul"? Wyróżnikami UL pozostają ukierunkowanie oferty na "tych z mniejszymi szansami", zasada "kształcenie ponad nauczanie", "żywe słowo", szacunek dla przyrody, zainteresowanie rękodzielnictwem i kulturą ludową, otwartość na eksperymenty z nowymi metodami edukacyjnymi. UL dąży do zachowania tego, co cenne z przeszłości, ale odpowiada na wyzwania "tu i teraz". Poza tym w ulach pszczoły tworzą różne gatunki miodu.

Autor serdecznie dziękuje Sulisławie Byczkowskiej, Piotrowi Chorosiowi, Andrzejowi Kijowskiemu, Tomaszowi Maliszewskiemu, Agacie, Gosi-Indze, Luizie, Maji, Rasi, Sasowi i Wodzi za bezcenną pomoc przy pisaniu artykułu.

Artykuł w pełnej wersji opublikowany w Magazynie Obywatel 3/2006.