Utopiec na bagnach

Zebrał: Michał Chomiuk

Wiara w utopca na Lubelszczyźnie zdegenerowała się do roli straszaka na dzieci. Utopiec odstraszał dzieci, by nie chodziły w pobliżu studni lub rzeki. Zaś południcą straszyło się dzieci, by nie biegały same po polach.

Jednak pewna rodzina z okolic Abramowa do dzisiejszego dnia wierzy mocno w utopca. Co więcej, dwie osoby z tej rodziny same były świadkami ukazania się tego złośliwego ducha bagien i wód.

A było to tak. Staśka i jej siostrzenica Barbara wracały późną porą z imienin koleżanki z sąsiedniej wsi. Noc była trochę przychmurzona, lecz widać było sporo gwiazd. Wiał wiatr. Kobiety były wyraźnie zadowolone. Nie krótka droga upływała im na wesołych pogawędkach, żartach, wrażeniach z imprezy i wybuchach radosnego, szczerego śmiechu. Przeszły tak już kawał drogi i w zasadzie tylko z półtora kilometra zostało im jeszcze do rodzinnej Wólki. Były już nieco zmęczone i marzyły o tym, by rzucić się w świeżą pościel i spać, jak długo tylko będzie można, najdłużej. Baśka planowała już robotę na następny dzień.

stary dąbWłaśnie naszły na teren rozległych, miejscami bagnistych stawów, przez które kobiety musiały przejść, by dojść do wsi. Jedyna droga wiodła przez groblę. Śmiało weszły i podążały przed siebie. Krzyki mew i czapli, oraz buczenie bąka urozmaicały tę noc. Słychać było także odgłosy żab, a w niedalekim lasku poszczekiwał młody sarniak. Nagle woda w stawie zabulgotała, zasyczała, rozległ się trzepot i bulgot, jakby rzuciła się w wodzie monstrualna ryba. Kobiety zdębiały z przerażenia. Oto z wody na groblę, wyłazi ohydna, zielona pokraka przypominająca kościotrupa i łypie ognistymi, złymi ślepiami. Z gardła poczwary dał się słyszeć gardłowy bełkot przypominający przedśmiertne rzężenie. Staśka zaczęła przeraźliwie piszczeć. Jej pisk, podobny do tego, jaki wydaje młode dziewczę na widok myszy, rozszedł się na kilka kilometrów. Wrzeszczała w niebogłosy.
Tymczasem potwór wylazł już na groblę i zaczął zbliżać się do kobiet. Miał zielone kudły, wystający brzuch, wyglądał jak rozkładający się nieboszczyk. Oblepiały go wodne rośliny, które jeszcze bardziej nadawały mu przeraźliwej postury. Pokraka rozcapierzyła łapy i szła nieubłaganie. Kobiety opanowały na tyle strach, by rzucić się do ucieczki.

łąka o zmierzchuBiegną, ile tchu im w piersiach wystarczy. Przebierają nogami, jak na zawodach pędzą. A utopiec za nimi. Wydawać by się mogło, że taka pokraka nie będzie szybko biegła i raczej łatwo mu umkną.
Tymczasem wodnik, niesiony jakby jakąś mocą nieziemską, wyrósł nagle znów przed kobietami i zaczął je z grobli spychać oślizłymi łapskami, aby się potopiły.

Co kobiety się wyrwą z ramion demona, ten na powrót je łapie i wpycha do wody. Kobiety modlą się gorąco, walczą dzielnie, wyrywają się i ponawiają ucieczkę.
W końcu topielec zmuszony był dać za wygraną, gdyż kobiety nie dały się utopić i w porę uciekły.

Opowieści zebrane w terenie, w okolicach Michowa, powiat lubartowski, przekaz ustny. Wydane w książce "Dziwy spod strzechy i wierzbowej dziupli".