Zioła – co to takiego?

Hanna Świątkowska

Tak zadane pytanie wydaje się absurdalne aż do śmieszności! Jak to – co to są zioła? Każdy, szczególnie dzisiaj, w dobie "powrotu do Natury" wie, że są to rośliny o działaniu leczniczym.

I w gruncie rzeczy taka odpowiedź jest zupełnie prawidłowa... ale czy pełna? Zasadniczo tak, z jednym zapytaniem - jakie rośliny mamy na myśli, stosując tę definicję oraz zastrzeżeniem, iż zioła nie tylko leczą!

Można założyć, że spora grupa osób, w tym dzieci, zapytanych o rośliny zielarskie wymieni przynajmniej kilka gatunków. Zapewne będzie między nimi rumianek, lipa, mięta, czasami dziurawiec, babka, mlecz (właściwie - mniszek lekarski!)... może jeszcze jakieś, najczęściej zapamiętane z dzieciństwa. Prawdopodobnie znajdzie się wśród powszechnie znanych ziół kilka roślin przyprawowych, tak modnych ostatnio (i dobrze!), o których głośno we wszystkich poczytniejszych periodykach. Z pewnością, za owymi periodykami właśnie, wiele z nich będzie w naszym klimacie "egzotycznych" - aloes, żeń szeń, miłorząb (Ginkgo biloba L.), jeżówka (czyli Echinacea), a także imbir, cynamon, goździki - itd itp. Nie jest moim zamiarem umniejszanie właściwości i roli owych cennych surowców - tym niemniej nie są to rośliny "naszego klimatu". Co za tym idzie, stosowanie ich powinno być ograniczone, a już z pewnością nie powinny wypierać roślin rodzimych!

dziurawiec zwyczajnyBogactwo flory klimatu umiarkowanego jest wszak przeogromne! Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie. Nawet patrząc na apteczne półki widzimy od kilku już lat wręcz zatrzęsienie coraz to nowych ziołowych kompozycji, często niestety sztucznie przetworzonych, o nazwach mniej lub bardziej podobnych do nazw ziół. A skoro jest ich nagle tak dużo, to czyżby ni z tego ni z owego powstało tyle nowych gatunków roślin? A może nabrały nagle właściwości regulujących i leczniczych, przez lata całe pozostając sobie zwykłymi chwastami, drzewami, warzywami, ozdobą ogrodów i parapetów?

Niech cię nie dziwi, drogi czytelniku/czko, ani rodzaj wymienionych grup roślin, ani lekka nutka sarkazmu... Nic innego jak tylko rosnący popyt na „leki naturalne" skłaniają firmy farmaceutyczne do wyścigu o klienta przez wprowadzanie na rynek takich właśnie preparatów. W zasadzie nie ma w tym nic złego. Ale traktowanie ich jako rewelacyjnych „nowości" jest zwyczajnym chwytem marketingowym. Nowość to, zaiste, niebywała - rośliny, które setkom pokoleń służyły wiernie - i niezawodnie! Wszak bez ziołolecznictwa, jednej z najstarszych udokumentowanych dziedzin ludzkiej wiedzy, w ogóle nie byłoby medycyny!

chaber bławatekZaś co do tak różnorodnych grup roślin, kwalifikowanych jako zioła... żeby nie być gołosłowną, zaledwie kilka przykładów!
O chwastach była już mowa, choć wymienić można nieporównanie więcej. Spośród drzew wymieniłam lipę - zróbmy jeszcze miejsce dla sosny, brzozy, dębu, kaliny, kruszyny, jałowca, jabłoni, gruszy, kasztanowca, dzikiego bzu... jak widać, wliczam tu również krzewy.

Ogród warzywny to źródło kolejnej porcji „ziół" - marchew, pietruszka, seler, buraki, ziemniaki, koper, lubczyk (znany też jako maggi), rzepa, ogórki... można tak długo!

No a rośliny ozdobne? Voila! Róża, nagietki, maki, chabry, naparstnica, pierwiosnek, ostróżka, konwalia, piwonia... piękny bukiet wychodzi, czyż nie? A zapewniam, że dalece niekompletny...Całą tą "wyliczanką" nie chcę wykazać czyjejkolwiek ignorancji! Ani tym bardziej hierarchii ważności czy skuteczności konkretnych roślin. Wymieniam je na chybił trafił. Rzecz w tym, że łatwiej zapewne byłoby wymienić rośliny NIE mające właściwości leczniczych (i nie tylko), a przynajmniej zbyt słabe, by je wykorzystywać!

Istotną częścią odpowiedzi na tytułowe pytania jest także to, które części rośliny do celów zielarskich stosujemy. Nie zawsze bowiem jest to cała roślina - dużo częściej wybrane fragmenty. I znowu - możliwości jest ogrom! Korzenie, kłącza, łodygi, pączki, liście, kwiaty, owoce, nasiona... Niektóre spośród roślin dostarczają wyłącznie jednego surowca, inne wielu. Bywa i tak, że zakres działania różnych elementów tej samej rośliny znacznie odbiega od siebie. Jak choćby kwiaty i owoce dzikiego bzu lub róży...

koniczyna łąkowaNo i pozostaje jeszcze jeden aspekt - otóż zielarstwo to nie tylko ziołolecznictwo! To najczęstsze skojarzenie zubaża wiedzę zielarską o całą gamę innych zastosowań - kulinarnych, kosmetycznych, nade wszystko zaś - profilaktycznych.

Sądzę, że niniejsze rozważania uczyniły nieco mniej "obraźliwym" tytułowe pytanie. Rzecz w tym, by odbywając nieuchronnie codzienne „spotkania z ziołami", mieć szersze rozeznanie, z jak ogromnym bogactwem mamy do czynienia! Tym bardziej, że wśród roślin nieznana jest „wyłączna specjalizacja". Każda z nich posiada cały wachlarz oddziaływań, zaś powstające z nich mieszanki rozszerzają ten zakres jeszcze bardziej. Stąd, mówiąc o ziołach, lepiej mówić o harmonijnej współpracy z organizmem niż o leczeniu. Warto też pamiętać o sporej dozie pokory wobec potęgi Natury!

różaA propos pokory - ważne napomnienie. Otóż szczerze radzę nie traktować beztrosko powiedzonka, że " zioła nie zaszkodzą"! Tak jak wszystko w życiu, stosowanie ziół wymaga wiedzy, rozsądku i dyscypliny. I mam tu na myśli nie tylko fakt, że wśród roślin wiele jest zwyczajnie trujących... Znany mi jest przypadek poważnego zatrucia po przedawkowaniu zupełnie zdawałoby się niewinnej pokrzywy! Jak zwykle - co za dużo, to niezdrowo. Zachowywanie umiaru także w tej dziedzinie gwarantuje korzyść, nie zaś szkodę.

Jeżeli zaś chcemy sami gromadzić rośliny, chociażby w minimalnym stopniu, trzeba pamiętać o ostrożności. Dla własnego dobra zaś warto poznać - gwoli rozróżnienia - rośliny mniej lub bardziej toksyczne.
I raczej ich unikać... Ale o tym - kiedy indziej!