Złote Fajki

Zebrał: Michał Chomiuk

Razu pewnego pewien niebogaty chłop wracał z jarmarku do siebie na wieś. Zły był, bo miał kupić dwa worki owsa dla swojej szkapiny, ale traf chciał, że mu pieniądze jakiś łobuz z kieszeni wyciągnął i tyle go widzieli.

Nic przeto z jego oszczędności nie pozostało, ani też owsa dla kobyły nie będzie. Przygwoździła go ta myśl okrutnie, jakby jaki głaz parotonowej wagi nań się osunął. Nie wiedział wcale co począć, ani czym kobyłę nakarmić mu przyjdzie.

Idzie tak więc i duma, ciemne myśli snując. Czasem zaklnie siarczyście, żeby chociaż w ten sposób złość odreagować. Idzie, smuci się, patrzy a tu dwóch elegancko ubranych gości, w długich, pięknych płaszczach, czarnych i błyszczących kapeluszach doń się zbliża.

Przestraszył się trochę, bo nigdy takowych ludzi tutaj nie widział i obcy był mu ich wygląd oraz dworne zachowanie. Ukłonił im się jednak z wielkim szacunkiem aż do pasa jak to obyczaj nakazywał.

Oni popatrzyli się na niego posępnie i jeden z nich pyta: - Skąd to dobry człowieku idziesz i dokąd podążasz? Na to pytanie chłop zaczął nieznajomemu opowiadać, jak to na jarmark poszedł, by kupić owies i jakie tak go nieszczęście spotkało. Zdał mu całą i dokładną relację ze swojej wyprawy opowiedziawszy wszystko od samiusieńkiego początku, aż do końca. Elegancki jegomość popatrzył na swojego kompana i szepnął mu coś do ucha. Tamten zaś wysunął rękę do głębokiej kieszeni swojego płaszcza i zaczął coś tam szukać.

Gdy wyciągnął rękę, to trzymał w niej dwie cudowne fajki wykonane ze szczerego złota. Zwrócił się do chłopa z takimi słowami: - No, skoro wasza dola taka ciężka, tak źle wam się wiedzie, to może przynajmniej te dwie fajeczki będą dla was pociechą. Bież je, wracaj na jarmark, a kupisz tam tyle owsa, ile tylko będziesz chciał

Chłop własnym uszom i oczom nie wierzy, oślepia go blask złotych fajek, w głowie mu mąci. Prędko je złapał, do kieszeni schował i zaczął wielce swym dobroczyńcom dziękować. Wraca na jarmark z powrotem i myśli już co kupować będzie: kupi nową siekierę, bo stara już nie zdatna, miodu baryłkę dla dzieciaków kupi, i mąki najlepszej, i prosiaków kilkoro. I ubierze się pięknie, spodnie, koszulę najładniejsze se sprawi, a i babie swojej to też jakiś prezent przyniesie. Kupi jej taką suknię, jakie tylko najbogatsze gospodynie mają, żeby się odtąd między ludzi nie wstydziła, że dziadówka i nędzarka.

I już nigdy nie będzie jak dawniej. Będzie lepiej, dostatniej. Życie będzie słodkie, jak ten miód z lipowego kwiecia. Tak to sobie duma i wędruje, aż tu patrzy – karczma przy drodze stoi. Stanął, podrapał się po łbie i mówi: „A przecież. Zakupy nie uciekną. Teraz, kiedym już bogaty mogę sobie trochę poswawolić. Niechże będzie z tego żywota jakaś pociecha.”

Przestąpił więc próg karczmy, zajął se najlepsze miejsce i do Żyda, karczmarza się skierował. - A stawiaj tutaj mi najlepsze wino, najlepsze jadło szykuj, bo ja u ciebie dzisiaj stołować się będę. A wyrzekł to takim władczym głosem, że wszyscy obecni popatrzyli się na niego strasznie udziwowani.

Zadziwował się też i Żyd, bo przecież znał naszego bohatera i wiedział, że to gołodupiec i dziad. Mówi doń: - A skądże ty Józek będziesz miał mi za to wszystko zapłacić? Czyżbyś okradł jakiego bogatego panicza? Albo skarb jaki znalazł na swoim polu?

Oczy chłopu na to pytanie zabłysły gniewnie, zapomniał już w jednej chwili o swym marnym, biedackim żywocie czując się kimś ważnym ogromnie, prawie jak druga osoba po dziedzicu. Zagrzmiał jak burza: - Jak śmiesz ty do mnie zbóju tymi słowami przemawiać?!! Oto czym płacę ty pokrako przebrzydła!!! I pragnąc wydobyć złote fajki, do kieszeni kapoty sięgnął, ułapił je i rzucił na blat.

W tym momencie zdumieni wcześniej Józkowym zachowaniem goście poczęli się gromko śmiać na cały głos, widząc co też Józek, jako zapłatę ofiarował. A na blacie zamiast złotych fajek leżały dwa stare, śmierdzące i brudne końskie kopyta. Tak to diabły w płaszczach i czarnych kapeluszach z Józkowej biedy zadrwiły.

Opowieści zebrane w terenie, w okolicach Michowa, powiat lubartowski, przekaz ustny. Wydane w książce "Dziwy spod strzechy i wierzbowej dziupli".