Życie w społeczności zorganizowanej

Kate McEvoy (tłum. Anna Kalusińska)

Do Brithdir Mawr przeprowadziłam się z moim partnerem Benem i córką Josie na początku 2004 roku. Przed przeprowadzką mieszkaliśmy na południu Hiszpanii, w małej wiosce o przyjacielskiej atmosferze.

Nie podobała się nam idea odizolowanej, nuklearnej rodziny, więc kiedy zdecydowaliśmy się na powrót do Wielkiej Brytanii, postanowiliśmy także przyjrzeć się możliwości życia w społeczności zorganizowanej.

Jak więc wygląda życie w takiej niedawno utworzonej społeczności?

Trochę historii

Brithdir Mawr nie jest w żadnym wypadku nowym miejscem; pierwotna społeczność założona została na tym terenie w 1995 roku. Od tego czasu podzielona ona została na trzy osobne jednostki. Tir Ysbrydol (po walijsku "Duchowa Kraina") jest małą społecznością, skupiającą się w szczególności na sprawach duchowych, umiejscowioną wokół chat w dolnej części pierwotnego terenu. Jane Faith i Tony Wrench, w swym okrągłym domu, są założycielami Fundacji Okrągłego Domu ("Roundhouse Trust").

I w końcu społeczność Brithdir Mawr (Brithdir Mawr Community), w której mieszkam ja, usytuowana jest w górnej części pierwotnego terenu. Do podziału doszło w 2002 roku, więc społeczność ta w jej obecnej formie, istnieje w rzeczywistości od 3 lat. Połowa obecnych członków mieszkała tu już od czasu jej założenia, inni (w tym i ja) dołączali poczynając od 2002 roku.

Społeczność Brithdir Mawr składa się z dziesięciu osób dorosłych i pięciorga dzieci. Wynajmujemy duży wiejski dom oraz budynki na terenie starego gospodarstwa, wraz z 80 akrami ziemi. Nasz gospodarz jest jednym z założycieli społeczności – już tutaj nie mieszka, ale czynsz, który mu płacimy jest znacznie niższy niż średnia krajowa, więc częściowo jesteśmy chronieni przed obecnymi cenami nieruchomości.

Jak to działa?

W latach 2004/2005 społeczność utworzyła wspólną kooperatywę mieszkaniową, która dzierżawi nasz teren oraz spółkę gwarancyjną, która podnajmuje ten teren od kooperatywy. Te struktury prawne nie mają wiele wpływu na nasze życie, ale pomogły nam w formalnościach i ułatwiły kontakty z „zewnętrznym światem”. Wszyscy członkowie społeczności są także członkami kooperatywy i spółki, a wszystkie decyzje podejmowane są za zgodą ogółu. Wszyscy płacimy czynsz - w chwili obecnej wynosi on 180 funtów na miesiąc za osobę dorosłą i 32 funty za dziecko poniżej 18 roku życia. Suma ta pokrywa większość naszych wydatków związanych z żywnością, utrzymaniem i rachunkami, jak również z wynajmem domu.

piwnica ziemna Mimo, iż może wydawać się to niewielką kwotą dla przyzwyczajonych do wysokości miejskiego czynszu i rachunków, jednak w warunkach niskich zarobków wiejskich i na obszarze o ograniczonych możliwościach znalezienia pracy, może być ona trudna do zdobycia. Każdy z nas przez około trzy dni w tygodniu pracuje dla naszej społeczności, przeznaczając pozostałe 4 dni na opiekę nad dziećmi, pracę zarobkową i oczywiście czas wolny.

Mieszkańcy zajmują się różnymi pracami zarobkowymi, na terenie Brithdir i poza nim. Na razie nie generujemy, jako społeczność, dużego dochodu, choć to powinno się z biegiem czasu zmienić. Rozpoczynamy właśnie prowadzenie różnorodnych kursów opartych na zajęciach wykonywanych w społeczności oraz na umiejętnościach poszczególnych członków; jedna osoba uczy tańca, inna wyplatania koszy, kolejna rękodzielnictwa, a jeszcze inna stolarstwa w drewnie niesezonowanym.

Obecnie pracujemy wspólnymi siłami nad rozwojem deklaracji naszej wspólnej wizji przyszłości; bardzo ważne jest dla nas dążenie w kierunku nienaruszania ekologicznej równowagi, zarówno w gospodarowaniu ziemią, jak i w naszym życiu i stanie się to centralną częścią tej wizji.

Teren

Większość z naszych 80 akrów stanowią pastwiska. Mamy także 10 akrów dojrzałych terenów leśnych i 4 akry młodnika, sadzonego począwszy od 1995 roku. Całość ogrzewania i większość gotowania opalana jest drewnem pochodzącym częściowo z naszej ziemi, a częściowo z innych terenów leśnych, przy gospodarowaniu którymi pomagają niektórzy członkowie społeczności.

W chwili obecnej jakikolwiek niedobór pokrywany jest poprzez zakup ścinków z pobliskiego tartaku. Mamy nadzieję, iż gdy tylko nasz młodnik wejdzie w rotację, nie będziemy musieli już tego robić.

Społeczność nasza nie korzysta w ogóle z sieci energetycznej, wodociągu i kanalizacji. Wytwarzamy własny prąd za pomocą hydrogeneratora, wiatraka i kilku paneli słonecznych. Nasza woda pochodzi ze źródła, a ścieki kierowane są do szamba; na zewnątrz znajdują się dwie samokompostujące toalety. Mamy szczęście, iż jest wśród nas hydraulik, dzięki czemu mamy duże ilości ogrzewanej drewnem ciepłej wody jako uzupełnienie naszych dwóch ogrzewających wodę baterii słonecznych.

pomidory Posiadamy dwa duże wspólne ogrody, które dostarczają dużych ilości owoców miękkich i jabłek, wraz z większością naszych warzyw. Poza tradycyjnymi warzywami, dzięki łagodnemu zachodnio-walijskiemu klimatowi i uprawom pod folią, mamy także mnóstwo pomidorów do zaprawy oraz zielonych warzyw sałatkowych przez cały rok, a w sezonie nawet oberżyny, słodkie papryki i winogrona. Obecnie zapasy ziemniaków, marchewki, a czasami i cebuli, wyczerpują się już wczesną wiosną, ale planujemy zwiększyć obszar dla tych upraw na tyle, aby nie trzeba było nic dokupowywać.

Pastwiska stanowią źródło wyżywienia dla trzech pracujących koni, siedmiu kóz i dwóch krów. Zwierzęta te wytwarzają wystarczającą ilość nawozu naturalnego dla jednego z ogrodów i drzew owocowych. Drugi z ogrodów jest obecnie uprawiany w systemie wegańsko-organicznym. Stworzony on został przez nieobecnego już mieszkańca – weganina; pomimo jego odejścia postanowiono dalej prowadzić ogród na tych samych zasadach. Posiadamy także około 18 kur niosek oraz stadko kaczek Khaki Campbell, które w doskonały sposób utrzymują pod kontrolą ślimaki nagie, składając również dodatkowo jajka.

Razem jadamy około 4 wieczory w tygodniu, czasami częściej. Są to głównie posiłki wegetariańskie, składające się na tyle, ile to możliwe z naszych własnych produktów, chociaż okazjonalnie jemy mięso ze zwierząt wyhodowanych na miejscu (koguciki/koźlątka). Nie hodujemy jednak żadnych zwierząt z przeznaczeniem do konsumpcji.

Nie posiadamy zamrażarek ani lodówek, z powodu ilości prądu jaką zużywają, tak więc robimy wiele staromodnych zapraw – wekowanie, suszenie – a latem i jesienią wytwarzamy także duże ilości sera.

Wiele rąk?

Tak więc, czy życie w społeczności daje możliwość ucieczki od ciężaru mieszkania w gospodarstwie jako nuklearna rodzina? Zdecydowanie tak. Oczywiście łatwiej jest gospodarować 80 akrami w dziesięć osób niż we dwie. Ale nadal istnieje długa lista rzeczy, które chcemy – a czasami pilnie musimy zrobić – ale które mimo to nigdy nie docierają na listę priorytetów. Uważam, że częściowo jest to kwestia wieku – wielu z nas ma małe dzieci, co nieuchronnie oznacza, że jesteśmy bardziej zajęci życiem rodzinnym niż ludzie stanu wolnego, lub ci, których dzieci już dorosły. Zarazem, pracy w gospodarstwie znalazłoby się jeszcze dla kilku osób. Jesteśmy poważnie ograniczeni przez przepisy budowlane, co oznacza, że przynajmniej w tym momencie, nie możemy zwiększyć społeczności poza obecne zakwaterowanie, to jest naszego domu i budynków gospodarczych. W rzeczywistości oznacza to, że moglibyśmy przyjąć, co najwyżej, jedną bądź dwie osoby stanu wolnego, gdyż nie pozostało już więcej miejsca dla rodzin.

W sumie jednak nie jestem pewna, czy samo życie w społeczności pomaga w zorganizowaniu większej ilości czasu. Plusem jest większa liczba rąk do pracy, a także to, że nie musimy zarabiać pieniędzy na spłatę ogromnej hipoteki (choć odnosi się to także do rodzin, które zakupiły ziemię dawno temu, w czasach, kiedy była ona tańsza, lub osób, które spłaciły już kredyty).

gąsienica motylaŻycie w większej grupie wiąże się także jednak z poświęcaniem dodatkowego czasu. Podczas, gdy rodzina podejmuje decyzje przy stole kuchennym, społeczność potrzebuje zebrań. Wyobraźcie sobie, na przykład, próbę zdecydowania, na jaki kolor pomalować salon, jeśli każda z 10 osób ma na ten temat swoje zdanie. Głębsze filozoficzne decyzje dotyczące użytkowania ziemi czy podejścia do życia przenoszą ten rodzaj zawiłości na wyższy poziom.

Kiedy życie w społeczności okazuje się pomocne? Uważam, że korzyści z takiego życia znaleźć można na każdym kroku, w szczególności we wsparciu i towarzystwie, które dajemy sobie nawzajem. Żyjąc na obszarach wiejskich można poczuć się bardzo odizolowanym, szczególnie, jeśli próbuje się unikać używania samochodu. Gdy ma się wokół 9 innych osób, nie trzeba martwić się o brak partnera do rozmowy, nawet, jeśli spędza się przerwę na kawę rozważając, w jaki sposób zdołały się wydostać kozy, kiedy ktoś naprawi płot i jak dużo będzie to kosztować.

W praktyce jadanie razem, dzięki czemu nie wszyscy muszą gotować każdego wieczora, wspólne wyjazdy samochodem, gdy trzeba pojechać gdzieś dalej, dzielenie się większymi pracami oraz to, że zawsze jest pod ręką ktoś do opieki nad dzieckiem bardzo ułatwia mieszkanie w gospodarstwie. Zgromadzenie razem 10 dorosłych osób oznacza również dostęp do dużej ilości różnych umiejętności. Tak więc, na przykład, gdybyśmy wszyscy mieszkali osobno, tylko niektórzy członkowie społeczności być może żyli by korzystając z odnawialnej energii; tylko kilku ma wiedzę i umiejętności potrzebne do pracy z końmi; inni znają się na komputerach lub potrafią tworzyć strony internetowe. Mieszkając razem, wszyscy jesteśmy w stanie czerpać korzyści z umiejętności i entuzjazmu innych.

Mieszkanie w społeczności może także pomóc w mniej konkretny sposób. W 44 numerze kwartalnika Permaculture Magazine członkowie Lampeter Permaculture Group mówili o wsparciu, jakiego sobie nawzajem udzielają i o korzyściach płynących z poczucia, że nie są sami w staraniach, aby prowadzić styl życia o mniejszym wpływie na środowisko. Mieszkanie z grupą ludzi o podobnych ideach jest kolejnym sposobem zapewnienia takiego rodzaju pomocy i wsparcia.

Społeczności zorganizowane zapewne nigdy nie zostaną szeroko rozpowszechnione, ale być może wzory takie jak permakultura i inne grupy osób połączonych wspólnotą interesów, kooperatywy pracownicze i mieszkalne, ekowioski itd. będą źródłem idei i możliwości dla wszystkich, którzy starają się rozwijać nowe sposoby odnoszenia się do siebie nawzajem oraz życia w spełnieniu i szczęściu w sposób mający mniejszy wpływ na środowisko.

Więcej informacji na temat Brithdir Mawr
Tekst oryginalny: "Living in Intentional Community"  (367 kB)